Strony

sobota, 21 marca 2020

Od Aidena C.D Caroline

Zaskoczyła mnie ta bezwględna bezpośredniość szatynki, która w nostalgii wpatrywała się w niebo. Z jej twarzy nie było mi dane wyczytać żadnych emocji, czy też uczuć, które jej towarzyszą. Byłem jednak pewny, że w środku przeżywała taką samą, o ile nie gorszą burzę, jak ja. Starałem się ułożyć jakąkolwiek formułke w głowie, ale nie siląc się już na ładne słowa, po prostu dałem upust swoim myślom.
- Miłość to pojęcie względne, dobrze o tym wiemy, Caroline. Czy naprawdę się kochaliśmy? - przerwałem, by móc spojrzeć na kobietę, która wsłuchiwała się w ton mojego głosu. - Uważam, że tak, kochaliśmy się i to niesamowicie mocno. Było to inne uczucie, niż między mną, a Natalie. To Ty pokazałaś mi, że mogę znowu obudzić swoje uczucia, by znowu na kimś mi zależało. Uwierz, że podchodziłbym do Ciebie zupełnie inaczej, gdyby nie fakt, że czułem, albo i czuję nadal coś do Twojej osoby. Zapamiętaj, że nawet jak nasze kontakty będą nadal się rozchodzić, to pozostaniesz w moich myślach na zawsze, jako osoba przełomowa i wspaniała. Względem Natalie, kochaliśmy siebie inaczej, ale może to i nawet lepiej, bo czułem się znacznie pewniej w uczuciu z Tobą.
- Czemu non stop odnosisz się do Natalie? Czemu wcześniej mi nawet o niej nie wspomniałeś? - zapytała, zrywając źdźbło wiosennej trawy.
- Bo nie czułem się na tyle gotowy i odpowiedzialny, by powiedzieć Ci, że moja poprzednia miłość straciła życie przeze mnie. Nie czułem się na tyle odważny, by przyznać przed Tobą, że ją wtedy tam porzuciłem i pozwoliłem na zaćpanie siebie. - syknąłem, chowając twarz w dłoniach. Słowa, które wymawiałem, nigdy nie bolały, nie paliły mnie aż tak od środka. - Nie chodziło o to, że bałem się Twojej reakcji, bo wiedziałem, że będziesz musiała jakoś pogodzić się z tym faktem. Bałem się sam siebie, i własnej reakcji, bo ostatnie moje myśli o Natalie, skończyły się wielokrotnymi próbami samobójczymi. Czemu non stop o niej wspominam? Bo kochałem ją niewiele mniej od Ciebie, Caroline. Była inna, zupełnie różna od dziewczyn, które do tamtej pory znałem. Taka sama byłaś ty, wyróżniałaś się na szkolnym korytarzu, tylko na inny, indywidualny sposób. Ona była zakręcona, roztrzepana i szalona do granic możliwości, wykręcając mi stado dzikich numerów, przez które miałem ochotę ją udusić. Różniła się od ludzi, których znałem, bo nie miała nawet grosza w kieszeni, żyjąc z oszczędności, które pozostawił jej ojciec z handlu narkotykami. Nawet nie wiesz, jak bardzo odbiegała od mojego ideału dziewczyny. Wiesz, że była blondynką? - zaśmiałem się, wywołując tym samym uśmiech na twarzy kobiety. - W życiu bym nie powiedział, że zakocham się w jasnowłosej, a co dopiero z niższej warstwy społecznej, narażając się u mojej matki i ojca. To przez nią w sumie zacząłem ćpać, bo nie chciałem zacząć od niej odbiegać. To z nią wszystkiego próbowałem i przeżywałem pierwsze próby odstawienia, uwolnienia się od ówczesnych nałogów. To wtedy Natalie, była przy mnie w każdej sytuacji, podobnie do Ciebie sprzed roku. - przełknąłem głośno ślinę, siląc się na to, by ton mojego głosu się nie załamał. - Z charakteru była zupełnie inna, bo należała do tych uległych, no chyba, że chodziło o kolejną dawkę jakiegoś świństwa. Przepraszam, że wcześniej Ci o tym nie wspomniałem, ale zamierzałem. Wiedz, że samo to, że mówię Ci to teraz, jest strasznie dla mnie upokarzające i bolesne. Nigdy nie chciałem Cię zranić. Nie odbieraj moich poprzednich słów, jako tego, że byłaś tylko zamiennikiem, bo znaczyłaś dla mnie więcej, niż Nat. Tak, zdecydowanie, Caroline, kochałem Cię do granic możliwości. - skończyłem na resztkach powietrza. Caroline nie odpowiedziała mi, a podniosła się do siadu, spoglądając na mnie swoimi dużymi oczami. Była bezgranicznie śliczna, gdy płomienie ogniska oświetlały jej lewy profil. Nie czekając na jej reakcję, objąłem ją ramieniem, delikatnie opierając swój podbródek na jej głowie.
- Cieszę się, Aiden, że mogłam Ciebie poznać. - powiedziała i wtuliła się w moje ramię, zupełnie oddając się chwili dzisiejszego wieczoru.

W życiu nie powiedziałbym, że pewnego wieczoru, na podłodze mojego pokoju będzie zasiadać nasza trójka. Caroline zaczęła bywać u mnie coraz częściej, wpadając po prostu po to, by pogadać o ostatnich treningach, czy wypić po kumpelskim browarze. Jednakże obecność Victora w moich czterech ścianach, była dla mnie czymś niepodważalnie niespotykanym, a co dopiero nowym. Tłumaczył nam jak odnaleźć się w parkurze na niemieckim etapie zawodów. Czas mijał nieubłagalnie, a konkursy i pula punktów do zdobycia kurczyła coraz bardziej.
- Macie mieć cholernie spokojną głowę i musicie być w lepszych relacjach, bo bez wzajemnego wsparcia na rozprężeniu, nie ma bata, że sobie poradzimy. Wspaniale byłoby, gdybyście zachowali chłodne głowy i nie dawali się zbytnio sprowokować, bowiem niemiecka publika potrafi mocno zajść pod skórę. Ta prowokacja tyczy się szczególnie Ciebie, Aiden. - zaśmiał się, wskazując palcem na mnie.
- Przecież ja jestem bardzo ugodowym, grzecznym i sympatycznym człowiekiem, Victorku. - uśmiechnąłem się, pokazując mu środkowe palce.
- Musisz pilnować skupienia Countess, pamiętaj, że jest młoda i straszliwie upierdliwa, więc może Ci zacząć robić wszystko na złość. A ty, Caroline, masz zostać głową na parkurze, do ostatniego oddanego skoku, bez względu na to, jak będzie Ci się prowadziło Rendeza, zrozumiano? - zapytał, na co dociekliwie pokiwaliśmy głową. - No cóż, dzieciaczki, na mnie już pora bo robi się dość późno. Nie siedźcie zbyt długo, bo będziecie mieć jutro rano porządny wycisk. Dobranoc. - powiedział i z nonszalancją opuścił moje lokum. Uczucie ulgi, które mną zawładnęło, dało o sobie znać dosyć głosnym odsapnięciem. Szatynka zaśmiała się w głos, widząc, jak szybko rozluźniłem się po zniknięciu naszego trenera.
- Nadal go nienawidzisz, przyznaj. - mruknęła, zasiadając w fotelu.
- Tak, masz zdecydowanie rację. Gdyby nie fakt, że jest całkiem znośnym trenerem, to z całą pewnością, po raz kolejny miałbym ochotę rozsmarować jego twarz na posadzce. - przechyliłem głowę i wzruszyłem ramionami. - Jednakże dopełniam wolę dyrektorów i staram się mu nie wadzić.
- I bardzo dobrze Ci to wychodzi. Ludzie, którzy nie są zamieszani w tamtą bójkę i nie siedzą blisko nas, nawet nie mają możliwości, by się o czymkolwiek domyślać.
- Caroline, przepraszam, że zmienię temat, ale dręczy mnie coś od naszej rozmowy przy ognisku. Nie oczekuję żadnej rozbudowanej odpowiedzi, a nawet jeśli to pytanie nie będzie dla Ciebie wygodne, to po prostu mi to powiedz i nie odpowiadaj. A czy Ty, naprawdę mnie kochałaś?

Caroline? ♡
1006 słów = 6 punktów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę, nie spam w komentarzach i nie reklamuj bloga w miejscu do tego nieprzeznaczonym - to będzie karane usunięciem twojej uwagi. Nie zapominaj też o zasadach interpunkcji i ortografii! ;)