sobota, 30 czerwca 2018

Podsumowanie + parę nowinek

Hejka naklejka!
Podsumowanie I połowy czerwca przedstawia się bardzo kolorowo *~* Rzućcie sobie niżej okiem. Prócz tego wprowadzamy nowinki, przeczytajcie uważnie:

  • Od teraz każdy ma obowiązek sprawdzania swojego opowiadania przed wysłaniem na pocztę Akademii w tej korekcie
  • Pod zakończeniem opowiadania piszemy ile ma słów, będzie to ułatwieniem dla administracji, przyznającej punkty za nie.
  • Będzie obowiązywał nowy system punktowania opowiadań, ze względu na różne długości waszych opowiadań. Opowiadania poniżej 1000 słów będą otrzymywać 3 punkty, opowiadania powyżej 1000 słów - 6 punktów, a opowiadania powyżej 2000 słów, dostaną 9 punktów.

Helen - -20 p.i ostrzeżenie na pocztę
Edward - wyrzucenie
Naomi - 9 p.
Holiday - 6 p.
Esmeralda - 9 p.
Oriane - -10 p. i przypominajka  na pocztę
Will - -20 p. i ostrzeżenie na pocztę
Riley -  NIEOBECNOŚĆ w tym czasie
Lucy - -20 p. i ostrzeżenie na pocztę
Dagobert - -20 p. i ostrzeżenie na pocztę
Bellamy - -10 p. i przypominajka  na pocztę
Louise - -20 p. i ostrzeżenie na pocztę
Brenda - -20 p. i ostrzeżenie na pocztę
Lauren - -10 p. i przypominajka  na pocztę
Ana - 9 p.
Rose - -10 p. i przypominajka  na pocztę
Mali - przypominajka na pocztę
Nikitta - -10 p. i przypominajka  na pocztę
Alyss - przypominajka na pocztę
Cole - -10 p. i przypominajka  na pocztę
Christine - NIEOBECNOŚĆ w tym czasie
Gaia - przypominajka na pocztę
Adrianna - NIEOBECNOŚĆ w tym czasie
Ivar -. przypominajka na pocztę
Zain - przypominajka na pocztę
Demi - przypominajka na pocztę
Violetta - 6 p.
David - 18 p.
Nicole - 3 p.
Ansel - brak pierwszego opowiadania

Dodajemy również jeszcze coś - klasy i nauczycieli! Dokładny ich opis będziecie mieli w zakładce KLIK (tu bedzie link).
Klasy będą dzielone rocznikowo: Klasa A (rocznik 1990- 1998)
                                                       Klasa B  (rocznik 1998- 2003)
                KLIK

~Administracja 

niedziela, 24 czerwca 2018

Od Nicole C.D Holiday

Ku mojemu zbawieniu na drodze stanęła Holiday. Dziewczyna zgodziła się mi pomóc i zaprowadziła do pokoju. Droga upłynęła nam miło na rozmowach, zaczęłam gadać o locie, o tym, jak cieszę się po przybyciu do Akademii. Holiday mówiła, znacznie mniej z reguły odpowiadając na moje pytania. Mimo to wydawała się miła. Droga minęła nam szybko i już po chwili stanęłyśmy przed moim pokojem. Odetchnęłam z ulgą.
- Miło było cię poznać - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie - To do zobaczenia na kolacji - skinęłam głową, a Holiday skierowała się do swojego pokoju. Ja w tym czasie otworzyłam drzwi kluczem i wkroczyłam do siebie. Od razu upadłam twarzą w miękką pościel i leżałam, tak dobre pięć minut nie dając znaku życia. Dopiero potem zaczęłam się rozpakowywać. Choć nie było to odpowiednie słowo. Ubrania wrzuciłam, jak leci, do szafy stwierdzając, że potem je uporządkuje. Przedmioty do higieny położyłam nad umywalką, a rzeczy prywatne rozwaliłam na biurku i komodzie. Obok szafy postawiłam ogromną klatkę Cappy'ego, którą otworzyłam. Sajmiri zdążył się obudzić i patrzył się na mnie wzrokiem pełnym oburzenia.
- Oh nie gap się tak. Musiałam cię uśpić. Takie były przepisy - w odpowiedzi małpka tylko ostentacyjnie odwróciła się do mnie plecami. Westchnęłam, ciężko, po czym z kieszeni wygrzebałam kawałek zwykłego wafelka który miał chyba ze sto lat. Cappy'emu to nie przeszkadzało i gdy tylko poczuł przysmak od razu złość mu przeszła. Wyskoczył z klatki i połknął go w całości. Ja pokręciłam, tylko z politowaniem głową, po czym poszłam położyć się na łóżku. Po pięciu minutach robienia czegoś na telefonie kątem oka zauważyłam, że Sajmiri czymś się bawi. Podniosłam się lekko i zauważyłam, że podrzuca on telefonem. Zmarszczyłam brwi. Przecież miałam swój w ręce. No, chyba że się sklonowały...
- Cappy, zostaw! To nie twoje! - nagle mnie olśniło. To musiał być telefon Holiday. Zerwałam się z łóżka i wymachując, rękami zaczęłam męczący wyścig za małpką. Całe szczęście, że zamknęłam okno, bo w innym wypadku z pewnością by uciekł. Niestety skończyły mi się wafelki i inne przysmaki więc musiałam improwizować. Udałam, że podczas pościgu uderzyłam się w głowę i zemdlałam. Najwidoczniej rozegrałam to nieźle, bo małpka natychmiast do mnie pobiegła, rzucając wcześniej telefon na łóżko. Szkoda mi było go tak perfidnie oszukiwać, ale nie dawał mi wyboru. W jednej chwili otworzyłam oczy, wstałam, wzięłam telefon i wybiegłam z pokoju z okrzykiem:
- Dzięki za troskę! Alleluja cud się stał! - po czym zaczęłam biec w kierunku pokoju Holiday. Na szczęście dowiedziałam, pod jakim numerem mieszka. Gdy byłam już pod odpowiednim, obejrzałam się czy małpka za mną nie biegnie (mogłam zamknąć drzwi), po czym jako tako ogarnęłam się i zapukałam. Po chwili otworzyła mi Holiday.
- Hej. Zostawiłam u mnie telefon - szybko podałam jej przedmiot do ręki.
- Dzięki - powiedziała, spoglądając na odzyskany telefon. I w tym momencie... między nami nagle pojawił się Cappy i wziął z ręki dziewczyny telefon. Holiday patrzyła na to, jak osłupiała.
- O Jezu! Przepraszam! - krzyknęłam załamana. Mój wzrok powiódł na małpkę. Już chciałam za nią biec, ale wtedy... wyskoczył przez otwarte okno. Przeklęłam siarczyście po czym znowu przeprosiłam dziewczynę (która była dalej osłupiała) i jak torpeda odwróciłam się by wybiec na powietrze i szukać mojego niesfornego towarzysza. Niestety skończyło się na tym, że walnęłam we framugę drzwi i upadłam na plecy. Po prostu cudownie...

<Holiday?>

549 słów = 3 punkty

sobota, 23 czerwca 2018

Od Davida C.D Esmeraldy

Jak dla mnie to zebranie nie miało sensu. Jedyne co mi przyniosło to niepotrzebne nerwy. Gdy zostaliśmy wreszcie wypuszczeni, poczułem ulgę, ale nadal miałem ochotę odegrać się na tym kolesiu. Na szczęście uwaga Esmeraldy za skutkowała i tylko minąłem go z wrogim spojrzeniem, odpalając papierosa i zaciągając się dymem. Miałem już wchodzić do pokoju, gdy nagle jakaś znajoma, chyba jedna ze współlokatorek znanej mi dziewczyny zaczepiła mnie.
- Robimy ognisko dziś wieczorem, wszyscy jedziemy, więc ty też powinieneś tam być.
- Jak jedziemy ?
- Na koniach, każdy coś zabiera, tobie przypadają koce.
- No dobra.
- To super masz Hollywood, zbiórka jest o dwudziestej trzydzieści.
- Zrozumiałem.
Wszedłem do pokoju i ogarnąłem się nieco, po czym złapałem za smycz i wyszedłem z Lucyferem. Pies swobodnie biegał, a ja paliłem. Chyba to mój sposób na wszystko. Gapiłem się w niebo, po czym ocknąłem się, aby iść po koce. Miało nas jechać sporo więc kilka największych koców to dobre rozwiązanie. Złożyłem je w kosteczki i zawiązałem sznurkami, aby się nie porozwalały. Skoczyłem tylko do pokoju, bo cieplejszą bluzę i plecak, do którego wrzuciłem czteropaka piwa. Już po chwili znalazłem się w stajni a, że miałem jeszcze parę minut do zbiórki to nie mogłem odmówić sobie papierosa. Kiedy wszyscy się zebrali, zaczęliśmy ogarniać nasze wierzchowce. Po dotarciu na miejsce każdy zajął się swoim zadaniem, abyśmy mogli wspólnie jak najszybciej, rozpalić ognisko i spędzić czas. Po chwili wspólnego siedzenia oddaliłem, się nieco od reszty, by spokojnie zapalić co prawda nie, był to tym razem papieros. Po chwili zjawiła się przy mnie Esmeralda, zwracając, mi uwagę. Zabrała skręta i zgasiła go. Ona chyba nie wie, że przegięła tym razem.
- Nie wymądrzaj się tak, to moje zdrowie poza tym, kim ty dla mnie jesteś, aby się tak rządzić.
- Twoją znajomą.
- Dziewczynko robię, co chce. Żadna dziewczyna mi nie będzie życia układać. Jeśli się nie podoba, to nie podchodź do mnie.
Po tych słowach odszedłem od niej i odpaliłem skręta. Spokojnie go dopaliłem i wróciłem do towarzystwa. Zjedliśmy kilka ziemniaków, ktoś grał na gitarze, śpiewaliśmy piosenki. Sączyłem piwo, po czym znowu podeszła do mnie Esmeralda.
- Jeśli chcesz mnie znowu pouczać, to odejdź.

<Esmeralda?>

czwartek, 21 czerwca 2018

Od Esmeraldy C.D David

Po ostatnim zdaniu, wypowiedzianym przez stojącego za mną chłopaka, zaśmiałam się niedowierzająco. Nawet gdyby faktycznie musiał zbierać zęby z ziemi, - co jest raczej mało prawdopodobne, gdyż w tamtej chwili powinien myśleć o odszkodowaniu od Davida na protezę zębów - to najpewniej David zostałby wylany z Akademii, za bezpodstawne użycie siły wobec innego człowieka.
-David, zluzuj, prędzej wylecisz, niż cokolwiek mu zrobisz. - odpowiedziałam nieco głośniej, wstając z krzesła i zabierając głos. - Jako że w tamtym czasie David był ze mną w siodlarni, nie ma opcji, by to on wypuścił konie, nie byłby do tego zdolny. Jego pies nie przegryzłby też pastucha, gdyż poraziłby go prąd. Dziękuję. - na twarzy Pana Rose zagościł nieśmiały uśmiech, co potraktowałam jako przyjęcie obrony Davida.
-Ktoś ma jakieś uwagi? Nie? A więc uniewinniam Nolana.- Mężczyzna ozwał się, szerząc uśmiech.
Ta decyzja mnie nie zaskoczyła - prawda zawsze wygrywa, więc dlaczego miałoby być inaczej w tym przypadku?

*~*

Spokojny wieczór spędzany z przyjaciółmi w siodle, czego można chcieć więcej - znaczy, tu mogłabym wyliczać, w tamtym momencie zdecydowanie chciałam jakiegoś sprawdzonego środka na komary, te małe ciule były dosłownie wszędzie. W torbie, zawieszonej na siodle miałam trochę ziemniaczków, za to Naomi miała patyki oraz kiełbasę dla facetów - Adrianna miała dojechać z sosem, którego zapomnieliśmy. Kocyki również znaleźliśmy, miał je David, jadący na końcu, na siwym Hollywoodzie. W aurze gwarnych rozmów i chichotań dojechaliśmy na tzw. ogniskowe pole, gdzie mogliśmy "legalnie" rozpalić ognisko, w którym będzie dało się upiec ziemniaczki i mięso.
-Zagramy później w butelkę?- zapytałam podczas wyjmowania ziemniaków z torby.
-Możemy...- Cole odpowiedział niemrawo, odbierając od Naomi kije.
Jakieś 10 minut zajęło nam ogarnięcie ogniska, a gdy wreszcie się porządnie rozpaliło, zaczęliśmy smażyć przygotowane produkty. Ada zjawiła się w idealnym momencie, akurat wyjmowaliśmy żarełko z ogniska - każdy dostał talerzyk i sos. Podzieliliśmy się na grupy (dziewczyny z dziewczynami, chłopacy z chłopakami) i konsumując gorące posiłki, pogrążyliśmy się w ciekawych rozmowach. Ziemniaczki były pyszne wraz z bakłażanowym sosem, a o smak kiełbasy nie pytałam, gdyż i tak nie miałam ochoty próbować. Wiatr przywiał smród papierosa, na co skrzywiłam się, szukając osoby, która zaczęła palić - już wiecie, kto palił? David. Wywróciłam oczyma, biorąc do ręki plastikowy kubeczek z wodą, który całkiem niedawno napełniłam, by się napić. Z kubeczkiem w ręce podeszłam po cichu do chłopaka, wyrwałam mu skręta i wrzuciłam do wody.
-Za dużo palisz, serio. - warknęłam, zdejmując z twarzy wesoły uśmiech i zastępując go złowrogim grymasem.


David?

środa, 20 czerwca 2018

Od Davida C.D Esmeraldy

Po jeździe Esma postanowiła oprowadzić nie po dużej posiadłości. Jestem kiepskim kompanem do łażenia. Bo średnio słucham i dużo palę, a w pomieszczeniach, było to zabronione. Już kończyliśmy, kiedy jedna z koleżanek dziewczyny poinformowała nas o zebraniu dotyczącym ucieczki koni. Byłem, niepocieszony właśnie miałem iść sobie wypić spokojnie piwo a tu na jakieś dyskusje się zebrało. Esmeralda i Naomi wynurzyły się z pokoju i ruszyły na zebranie a ja cóż za nimi. Po dotarciu na miejsce weszliśmy do pokoju gdzie wszyscy już chyba byli i na nas czekali. Pan Rose zaczął przemowę dotyczącą dzisiejszego zdarzenia, nie wiem, po co chyba każdy wiedział o tej sytuacji.
- Jeśli ktoś coś wie, o tym niech powie, co widział.
- Ja widziałem dobermana ganiającego konie - Odezwał się jakiś chłopak.
- Myślisz Cole, że to przez psa ?
- Jestem pewny, że to ten nowy go szczuł na konie, aby się popisać.
- Chyba Cię głowa boli palancie jeden, znalazłem piłę obcęgi i nabój niedaleko zniszczonego fragmentu.
- Masz te rzeczy ? -spytał Pan Rose.
-Zostawiłem piłę przy stajni, ale nabój i obcęgi mam przy sobie - powiedziałem i podałem je właścicielowi.
- Są podobne jak nasze z warsztatu -odpowiedział.
- Mówię, że to on specjalnie to zrobił, aby strugać bohatera teraz.
- Co ty się tak mnie uczepiłeś ! - zacisnąłem pięść i wziąłem głęboki oddech, aby mu zaraz przypadkiem nosa nie połamać.
- To nie mógł być David. - Odezwała, się Esma.- Szturchnęła mnie, abym się uspokoił.
- Zobaczysz niech tylko, wyjdzie a, będzie zbierał zęby z ziemi - szepnąłem.

<Esmeralda>