piątek, 15 grudnia 2017

Wielkie Podsumowanie Punktów

Mimo wcześniejszych słów, postanowiliśmy zrobić podsumowanie - z całej 15 postaci aktywnych jest tylko 5, a więc 2/3 w ogóle nie interesuje się blogiem, co jest wręcz niedopuszczalne! Nie informujecie administracji o nieobecnościach oraz gdy nie możecie dalej uczestniczyć, co doskonale zrozumiemy.
Bardzo dziękujemy Katniss, Esmeraldzie, Naomi, Lenie i Rhaei, które chętnie uczestniczą w blogu. Dostaną one odpowiednie punkty dodatnie za pisanie opek. U reszty zostanie odjęte po 30 punktów, wprowadzimy także stan wyjątkowy. Będzie on polegał na przymusie napisania opka i ogólnego powrotu do aktywności w ciągu następnego tygodnia (do 15 grudnia). Nie można zgłosić regulaminowej nieobecności przed napisaniem opka. Jeśli warunki nie zostaną spełnione, postać zostanie usunięta. Możliwość odzyskania jej z całym "dobytkiem" w postaci opek, formularzy i punktów i ponownego przyłączenia się pozostanie jednak do końca grudnia.


Punkty dodatnie:
Esmeralda - 12 p.
Lena - 21 p.
Rhaea - 15 p.
Katniss - 3 p.
Naomi - 3 p.

Stan wyjątkowy:
Edward, Will, Artem, Karol, Marceline, Helen, Alexandra, Holiday

Ogłaszamy też absolutny nabór!
Wywieszamy ogłoszenia wszędzie, akademia potrzebuje nowych jeźdźców, którzy z dumą by ją reprezentowali! Polecajcie bloga znajomym, którzy też interesują się takimi tematami, my tymczasem rozsyłamy reklamę po innych osobach nie widzących w tym nic złego (jak zwykle, skorych do pomocy prosimy o kontakt).

A jeśli macie jakiś pomysł na doskonalenie bloga, przyjmujemy wszystkie - autorzy tych, które zdecydujemy się wprowadzić otrzymają kilka punktów w nagrodę.

~Administracja

środa, 13 grudnia 2017

WYNIKi ANKIETY


WITAJCIE! 
Jak widać na załączonym obrazku, były głosy za Niemcami, Chorwacją, Danią i Florydą, jednak najwięcej z nich uzyskała Chorwacja, tak więc oznajmiamy, że Akademia Magic Horse w najbliższym czasie zostanie "przeniesiona" do Chorwacji z Florydy. Wreszcie zima, nie? Więc prosimy, by w opowiadaniach nie strzelić faux pas, pisząc, że "florydzkie słońce świeciło mocno", teraz to już chorwackie, ale teraz w Chorwacji jest zima! ;)
Załączamy screenshot ankiety w dniu zakończenia!
Darmowy hosting zdjęć i obrazków
Oczekujcie postów z reformą, bo on się pojawi! Dobrej nocy! 

Od Rhaei C.D Leny

Uśmiechnęłam się w podziękowaniu i chwyciłam owoc. Ruszyłyśmy korytarzem do mojego nowego lokum, pałaszując po drodze jabłka. Po krótkiej chwili znajdowałyśmy się pod moimi drzwiami, które otworzyłam, puszczając towarzyszkę przodem. Cilly, która najwyraźniej urządziła sobie drzemkę, przeciągnęła się i zeskoczyła na podłogę, maszerując wprost do moich stóp.
Kucnęłam i pogłaskałam ją po łebku. Kochana kotka ma taką miękką sierść, że ciężko mi przestać ją głaskać.
- To jest właśnie moja pupilka. - odezwałam się do Leny.
Dziewczyna usiadła na dywanie i pogładziła Mi Cielo po grzbiecie, na co ta ruszyła w jej stronę i zaczęła ocierać się o nią. Zauważyłam na twarzy znajomej delikatny uśmiech, co i mnie rozweseliło.
- Urocza. - mruknęła. - Jest rasowa?
- Tak, to ragdoll. - powiedziałam i z powrotem zabrałam się za jedzenie.
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy, która była przerywana tylko przez pomruki zadowolonej kotki i odgłosy przeżuwania. Usiadłam na podłodze, ponieważ nogi zaczęły mi już cierpnąć (co, jak zapewne wiecie, nie jest zbyt przyjemnym uczuciem) i wpadłam na pewien pomysł.
- Co ty na to, żebyśmy zagrały w pytania? Poznałybyśmy się lepiej. - zaproponowałam, zerkając na Lenę. Nie przepadam za ciszą i można by stwierdzić, że posiadam ADHD - nie mogę usiedzieć w miejscu, więc rozpaczliwie chwytałam próby jakiegoś zajęcia czasu.

<Lena? Trochę długo mnie nie było, wybacz>

Od Riley C.D Nolana

Siedziałam właśnie w boksie mojego ulubieńca. Wreszcie jakieś postępy, ktoś prócz Nilaya cieszy się na mój widok.
- Pretzel, nie ruszaj się... - zmarszczyłam brwi, nieudolnie starając się założyć zwierzęciu uzdę.
Jakimś cudem bez problemu pozwolił mi się wcześniej osiodłać, choć robiłam to pierwszy raz w życiu. Znacznie gorzej sprawa miała się z wędzidłem. W sumie to wcale mu się nie dziwię. W końcu przychodząc do kuca, zawsze miałam coś smacznego w kieszeni, nic więc dziwnego, że dziś odczuwał potrzebę dokładnego sprawdzenia mojej kurtki.
- Czy mógłbyś choć przez chwilę nie machać tak tą głową?... - westchnąwszy, zrezygnowana oparłam się o ścianę.
Po chwili dostrzegłam kogoś kilka boksów dalej. Przez jakiś czas tylko się przyglądałam. Spostrzegłszy, że ktoś go obserwuje, chłopak nieco zaskoczony skierował na mnie wzrok.
- Cześć... - posłałam mu lekki uśmiech.
- Hej... - odparł nieznajomy z małym zakłopotaniem.
Zamknęłam za sobą drewniane drzwiczki, kierując się w stronę boksu Hollywood.
- Jestem Riley. - uznałam, że skoro już zaczęliśmy rozmowę, to wypadałoby się przedstawić.
- Nolan. - kolega podał mi rękę z uśmiechem na twarzy.
- Sorry, że zajmuję ci czas, ale mam problem z założeniem uzdy, a nie wiem do kogo się w tej sprawie tutaj zwrócić. Pomożesz?
- Gdybym wiedział jak, to chętnie, ale... - rozmówca zerknął na ogiera stojącego obok - Prawdę mówiąc sam nie wiem jak to zrobić.
- Serio? - nie ukrywałam, iż nieco zaskoczyła mnie jego odpowiedź (myślałam, że tylko ja nie wiem co i jak).
- Wiesz, męczę się z tym zadaniem od kilku minut... - chłopak poklepał konia po szyi - Ale ten tu, niezbyt mi pozwala cokolwiek przy sobie zrobić.
- Słuchaj... - Może sróbuję ci pomóc? We dwójkę coś wymyślimy. Oczywiście przysługa za przysługę, ty pomożesz później z Pretzlem.
- No... Ok. - zgodził się po chwili namysłu Nolan - To jak się do tego zabrać?
***
Niestety ani Hollywood, ani Pretzel nie były chętne do współpracy, toteż po jakimś czasie stwierdziliśmy, że lepiej będzie im odpuścić. Sama nie wiem, czy wynikało to z naszego braku doświadczenia, czy też po prostu niechęci ze strony koni.
- Eh, a wydawało się to takie proste... - mruknął z niezadowoleniem nowy znajomy.
Nieoczekiwanie wpadł mi do głowy pewien pomysł.
Zaczekaj tu chwilę. Zaraz wracam... - poprosiłam, biegnąc w stronę siodlarni.
Po chwili wróciłam do stajni z dwoma kantarami w dłoni, po czym podałam jeden z nich koledze - Na początek spróbujmy z czymś takim. Myślę, że będzie prościej i szybciej.
Ku naszemu zaskoczeniu poszło nawet nieźle. Zarówno Hollywood, jak i Pretzel miały założone kantary.
- Mam nadzieję, że dobrze to zrobiliśmy... - uśmiechnęłam się pod nosem, przyglądając się koniom.
- Raczej tak, znaczy się chyba...
- Okej, skoro już udało się nam im coś założyć, to może...
- Przejażdżka odpada. - stwierdził pospiesznie Nolan, pokręciwszy przecząco głową - Nie umiem jeździć konno.
- A myślisz, że ja umiem? - przewróciłam oczyma - Po prostu weźmy je na krótki spacer. Nie musimy na nich jeździć, przynajmniej na razie. - po tych słowach chwyciłam za uwiąz od kantara Pretzla - Idziemy?

Nolan?

wtorek, 12 grudnia 2017

Od Nolana do...

Poczułem mocne szturchnięcie w ramię, przez które się obudziłem. Spojrzałem zirytowany na Benjamina, który tylko uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i wskazał na budynek akademii. Był ledwo widoczny, bo śnieg prószył dość mocno. Tak bardzo nie chciało mi się ruszać swoich szanownych czterech liter z ciepłego wnętrza. Dopiero kiedy mój brat otworzył bagażnik i wyjął z niego cały mój dorobek rocznego życia w Sydney, wysiadłem z pojazdu. Trzasnąłem drzwiami, po czym powłóczyłem się do swoich torb.
- Nie chcesz mi może pomóc? - zapytałem, patrząc z wyrzutem na brata.
Ten tylko przewrócił oczami, ale wziął kilka z moich toreb, a ja zabrałem się za niesienie reszty. Przeklinałem się po cichu za to, że nie nie ubrałem odpowiednich butów i niebawem pewnie znowu wyląduję z grypą w łóżku. Czułem, jak moje skarpetki powoli przemakają, a droga do najbliższego budynku wcale nie stawała się krótsza. Zobaczyłem podskakującego na śniegu psa, a z daleka dobiegało mnie rżenie koni.
- Szczerze mówiąc, to nie sądziłem, że kiedykolwiek zaczniesz jeździć konno - Ben pokiwał z niedowierzaniem głową.
- A ja, że kiedykolwiek ruszysz się z Chicago - powiedziałem, poprawiając plecak.
Benjamin niezbyt lubił podróże, więc tym bardziej zdziwiło mnie to, że zaoferował się, że zawiezie mnie do akademii. Choć i tak najbardziej zdziwiło mnie to, że zdecydował się przyjechać na wymianę studencką do Europy. Wreszcie znaleźliśmy się w ciepłym, suchym wnętrzu jednego z domów. Był to dom, w którym znajdowały się pokoje uczniów akademii. Niby trafiłem w odpowiednie miejsce, ale co z tego, skoro nie miałem jeszcze przydzielonego pokoju? Ani trochę nie uśmiechało mi się znów wychodzić na dwór i brnąć przez śnieg do innego budynku. Spojrzałem na Benjamina, który właśnie naciągał czapkę na uszy i był już gotowy do pożegnania.
- Ben, nie chcesz zrobić jeszcze jednej małej rzeczy? - uśmiechnąłem się do niego szeroko. - Idź do tego budynku obok i zapytaj, który pokój jest mój.
Benjamin, który w przeciwieństwie do mnie lubił śnieg, a jego radość była wprost proporcjonalna do ilości stopni na minusie, zgodził się i zniknął za drzwiami wejściowymi. Wniosłem swoje bagaże nieco dalej, w głąb domu. Kiedy zauważyłem grzejniczek, od razu usiadłem przy nim i ani śniło mi się, żeby się stamtąd ruszyć. Zastanawiałem się, jak dużo grzejników będzie w moim pokoju. Po cichu liczyłem na więcej niż dwa. Ciekawiło mnie też, czy będę mieszkał sam, czy jednak dostanę współlokatora. Po pewnym czasie Ben wrócił do mnie i pomachał mi przed nosem kluczykiem od pokoju.
- Szesnastka, na razie masz ten pokój tylko dla siebie - oznajmił, wrzucając mi klucz do dłoni. - Będę już jechał. Trzymaj się tu, dzwoń co jakiś czas i staraj się nie zrobić z siebie kretyna.
- Nie jestem tobą, Ben - zaśmiałem się, dając mu kuksańca w lewy bok. - Dzięki za podwózkę.
Przeniosłem swoje bagaże pod (teraz już mój) pokój. Wsadziłem klucz do zamka i przekręciłem go. Następnie schowałem klucz do kieszeni, bo gdybym nie zrobił tego od razu, to pewnie zgubiłbym go już pierwszego dnia. Pchnąłem drzwi i pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłem w pokoju, były trzy grzejniki. Już kochałem to miejsce!
***
Zostałem w stajni kompletnie sam, nie licząc patrzącego na mnie groźnie konia, sprzętu, z którym nie wiedziałem co mam zrobić i prostym, z pozoru, poleceniem. No dobrze... Może faktycznie tylko wydawało mi się, że Hollywood zerka na mnie spod byka, ale to nie zmieniało tego, że nadal nie wiedziałem co zrobić z rzeczami, które dała mi instruktorka, a zadanie okazało się okropnie trudne.
- I niby jak ja mam cię w to ubrać? - zapytałem Hollywooda, kiedy ten podszedł bliżej.
W końcu stwierdziłem, że po prostu sprawdzę, jak powinno się to robić. Jak się okazało te śmieszne kilka sznurków, nazywano ogłowiem, a sposób założenia w praktyce wydawał się prosty. Schowałem telefon do kieszeni, a potem zabrałem się za wykorzystanie właśnie nabytej wiedzy w praktyce. Nie wiedziałem, czy mogę wejść do boksu, więc postanowiłem założyć ogłowie z dość sporej odległości. Starałem się dosięgnąć do Hollywood, ale ten najpierw cofał się, a potem odwrócił do mnie zadem. Wreszcie udało mi się namówić go do współpracy, ale coś chyba poszło nie tak. Z jakiegoś powodu metalowa wędzidło znajdowało się za uszami konia, a lejce wisiały mu pod łbem. Pani Laura najwidoczniej nie wiedziała, z jak bardzo początkującym uczniem ma do czynienia, kiedy kazała mi przygotować konia.
- Czekaj, zaraz ci to poprawię - stwierdziłem, kiedy Hollywood chciał pozbyć się ogłowia.
<Ktoś?>

Nolan!

Imię: Nolan
Nazwisko: Jennings
Data urodzenia: 7 lipca 1998
Płeć: Mężczyzna
Nr pokoju: 16
Rodzina:
Shannon Jennings (zd. Young) - matka. Liczy sobie 48 lat, ale trzyma się naprawdę nieźle. Prowadzi małą kafejkę w samym środku Mumbaju. Kocha koty, kawę przygotowaną przed wschodem słońca, zgiełk wielkich miast i swoich synów. Nigdy nie myli swoich dzieci.
Albert Jennings - ojciec. Niedawno miał 50 urodziny, ale jak sam twierdzi, przestał dostawiać świeczki na torcie po osiemnastce. Jest prawnikiem, a w wolnej chwili pomaga żonie w kafejce. Nie ma pamięci do twarzy, przez co nawet po tylu latach życia z synami, nadal ich nie rozróżnia i nazywa ich wszystkich Jackob.
Jayson Jennings - brat. Jest najstarszy z całej czwórki. Aktualnie mieszka w Londynie, gdzie powoli rozkręca swoją karierę w barwach Arsenalu. Nolan w dzieciństwie jakoś nie mógł się z nim dogadać, ale teraz są ze sobą dość blisko.
Benjamin Jennings - brat. Jest zaledwie 2 minuty starszy od Nolana. Studiuje, mieszka i pracuje w Chicago. Od wczesnego dzieciństwa wiedział, że chce być lekarzem i zawsze diagnozował rodzeństwo. U samego tylko Nolana 5 razy zdiagnozował zapalenie opon mózgowych, a 2 razy nowotwór.
Alan Jennings - brat. Jest najmłodszy z czworaczków. Pod pretekstem pracy wyjechał do Dublinu, a tak naprawdę całe dnie spędza w swojej kawalerce. Prowadzi kanał na YouTube, który liczy jak na razie nieco ponad pół miliona subskrybentów.
Charakter: Nolan ma wszystko w głębokim poważaniu, póki nie dotyczy to jego. Lubisz trzymać kotki w piwnicy? Okej, póki piwnica ani któryś z kotków nie zależy do Nolana, to nawet nie zwróci on na to uwagi. Prościej mówiąc: "Rób co chcesz, ale nie mieszaj w to mnie!". Za swoją największą zaletę uważa egoizm. Tak, egoizm. Przecież egoizm to dbanie w pierwszej kolejności o siebie, a chłopak wychodzi z założenia, że jeśli on sam o siebie nie zadba, to nikt tego nie zrobi. Nie oznacza to jednak, że jest w siebie ślepo zapatrzony. Jeśli wie, że jakaś decyzja na jego korzyść może komuś bardzo poważnie zaszkodzić, to nie podejmie jej. Jest on osobą ambitną, ale do czasu. Jeśli widzi, że coś ewidentnie mu nie idze, to nie będzie się na siłę pchać. Nolan należy do śmiałych osób, które nie mają problemu z podejściem do kogoś. Często sam zaczyna rozmowę. Czasem nawet na idiotyczny temat, ale jednak. Nie jest łatwowierny i niezbyt łatwo wcisnąć mu kit. Nie widzi sensu w ukrywaniu swojej przeszłości ani tego, jaki jest, więc odpowiada na większość pytać z tym związanych. Jest utalentowany i ciągle odkrywa nowe rzeczy, które dobrze mu idą. Przez te 18 lat mieszkania z braćmi pod jednym dachem, stał się wyrozumiały, bo naprawdę ciężko byłoby żyć w ciągłej kłótni z kimś. Swoją drogą, to jeśli Nolan się z kimś pokłóci, to raczej nie wysyła temu komuś kwiecistych przeprosin, a tylko zachowuje się tak, jakby kłótni nigdy nie było. Ma sporą wyobraźnię i to głównie dlatego uważa, że solipsyzm jest słuszny. Ma problemy z empatią i jeśli ktoś się do niego uśmiecha, to uważa, że ta osoba jest szczęśliwa. Kompletnie nie zauważa łez w jej oczach. Często zmienia swoje poglądy. Jednego dnia kocha pizzę hawajską, a drugie uważa ją za największe zło na świecie. Zawsze jest szczery i pogodny. Nie lubi być nieuczciwym, ale czasami sytuacja tego wymaga. Nolan jest też okropnie niezdarny i nawet na prostej drodze potrafi się wywrócić. Szybko uczy się nowych rzeczy. W stosunku do innych osób jest zwykle miły, ale nie daje sobą pomiatać, ani tym bardziej gardzić. Z jego taktem nie jest jakoś wspaniale... Czasami po prostu najpierw mówi, a potem myśli. Często mówi o sobie w samych superlatywach i zapomina o wadach, których jest sporo. Przykładowo jest okropnym bałaganiarzem, ale jak twierdzi, umie się w tym odnaleźć. Często coś gubi lub psuje, a potem nijak nie umie tego naprawić. Mało kiedy przychodzi punktualnie na spotkania, bo zawsze sądzi, że ma jeszcze czas do wyjścia. Jest okropnie leniwy. Do tego stopnia, że gdy coś gniecie go w plecy, to woli, aby dalej go gniotło, niż podnieść się i zabrać to coś. Uważa, że jest skromny, bo w samoocenie dał sobie tylko 9/10 punktów. Często mówi sam do siebie lub jest narratorem jakiegoś zwierzaka. Dość szybko nawiązuje nowe kontakty. Nie uważa się za osobę zabawną, ale to już każdy znajomy Nolana musi sam ocenić.
Aparycja: 185 cm wzrostu, waga w normie i przeuroczy uśmiech - Nolan zdecydowanie ma zadatki na modela. Mało kiedy robi ze swoimi brązowymi włosami cokolwiek, prócz szybkiego rozczesania ich. Ma wadę wzroku, dlatego też nosi okulary, zza których na świat patrzą zielono-brązowe oczy, które otoczone są ciemnymi, długimi rzęsami. Na prawej dłoni ma sporą bliznę.
Ulubiony koń: Storm
Własny koń: Brak
Poziom jeździectwa: Początkujący
Partner: Nolan jest heteroseksualny, ale biromantyczny.
Historia: Jeśli już na starcie zostajesz wybrany przez los i dostajesz w komplecie z rodzicami trzech identycznych braci, to możesz się spodziewać, że twoje życie nie będzie nudne. Rodzice Nolana pochodzą z Miami i to właśnie tam na świat przyszedł chłopak. Kiedy miał 2 lata, jego rodzina przeniosła się do Mumbaju w Indiach. Chodził do prywatnej szkoły, w której cały czas był brany za któregoś ze swoich braci. W wieku 8 lat przez przypadek wszedł na zajęcia plastyczne i od tego czasu zakochał się w rysowaniu. Później rodzice zapisali go na lekcje śpiewu i gry na fortepianie, ale jego największą miłością nadal były rysunki. Przez kolejnych 10 lat jego życie kręciło się wokół muzyki, rysowania i prób przeżycia w domu z trzema klonami. Nadeszły 18 urodziny, koniec szkoły i czas, aby wreszcie zacząć dorosłe życie. Nolan znalazł firmę w Sydney, która oferowała płatny staż dla grafików. Jennings złożył podanie, oni go przyjęli i już po tygodniu był setki kilometrów od rodziny. Przez rok odbywał staż, a także brał udział w różnych warsztatach plastycznych i muzycznych. Wydawało mu się, że bez problemu dostanie się na studia plastyczne, ale mocno się zdziwił. Nie przyjęli go na uczelnie, stać dobiegł końca, a właściciel wynajmowanego mieszkania chciał je sprzedać. Nolan w jedną noc podjął decyzję - wyjeżdża z Sydney, rzuca rysowanie i muzykę, i co najważniejsze, znajduje inne zajęcia. Padło na jeździectwo, z którym nigdy nie miał doczynienia, i na AMH.
Inne:
*Blizna na jego dłoni powstała po tym, jak Jayson w dzieciństwie postrzelił go z łuku.
*Dla swojego ojca jest Jackobem numer 3.
*Zna język hindi oraz język angielski.
*Nie wierzy w żadną religię, a za jedyny słuszny nurt filozoficzny uważa solipsyzm.
*Nienawidzi jazzu, komedii romantycznych i horrorów, które zamiast być strasznymi, są po prostu obrzydliwe.
*Jego wada wzroku to -2.5.
*Boi się krasnali ogrodowych.
*Dość ładnie rysuje i śpiewa.
*Umie grać na fortepianie.
*NIGDY nie założy dwóch różnych skarpetek.
*Nie ma pamięci do imion i często je przekręca.
Kontakt: Uchawi

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Od Riley do Esmeraldy

Poniedziałek - jeden z największych koszmarów naszego świata. Niechętnie wywlokłam się z łóżka, odgarnąwszy z twarzy nieułożone kosmyki włosów, po czym wyjątkowo wolnym, wciąż ospałym krokiem skierowałam się w stronę szafy z ubraniami, a następnie do łazienki. Kilka minut później jeszcze wróciłam do pokoju, by nakarmić Nilaya, który jak co dzień rano wyczekiwał na posiłek z niecierpliwością. Zamyśliłam się głęboko, spoglądając na oszronioną szybę. Strasznie stresowałam się tym, co będzie w szkole. Może niepotrzebnie się martwię na zapas? Cóż, czas pokaże.
- Co się tak na mnie patrzysz? - zwróciłam się do kruka, obserwującego mnie podejżliwie - Dostałeś już śniadanie. Daj mi się rozbudzić. - zerknęłam kątem oka na zegar wiszący na ścianie - Do rozpoczęcia zajęć mamy jeszcze ponad piętnaście minut...
Ptak nadal nie odrywał ode mnie wzroku.
- Wcale się nie denerwuję... - mruknęłam pod nosem niby sama do siebie, aczkolwiek po chwili znów skierowałam wzrok na pupila, siedzącego na oparciu krzesła - Naprawdę aż tak to widać?...
***
Ciąg dalszy dzisiejszego dnia minął dość... Typowo. O dziwo zleciał mi wyjątkowo szybko. Jak przystało na Riley Black, przez większość czasu nie odzywałam się do nikogo (nic nie poradzę, taka moja głupia natura). Gdybym równie skutecznie potrafiła powstrzymać wiecznie nieposkromioną ciekawość...
Ale wróćmy do chwili obecnej. Wyszedłszy z budynku, skierowałam się w stronę stajni. Przede mną szedł ktoś inny. Od razu rozpoznałam kto to. Co prawda nie miałam odwagi zagadać do niej w trakcie przerwy, ale bez wątpienia trudno z kimkolwiek ją pomylić. Burza barwnych, długich falowanych włosów na tle bieli zdawała się jeszcze bardziej wyrazista, niż wcześniej. Wszystko wskazywało na to, że dziewczyna maszeruje dokładnie w tym samym kierunku co ja.

Zza chmur nieśmiało wychyliły się cienkie, jasne promienie słońca, dodając śnieżnej powłoce diamentowego blasku. To chyba jedyny widok, który potrafi cieszyć oczy zimą, cała reszta skąpego w kolorach krajobrazu, raczej nigdy nie wzbudzała we mnie sympatii. Niespodziewanie cichy tupot butów przede mną ucichł. Po chwili znów skierowałam wzrok na wprost, jednak ku memu zaskoczeniu dziewczyna gdzieś znikła. Przystanęłam przez chwilę, rozglądając się dookoła. W pobliżu nie było żywej duszy, zapanowała martwa cisza. Sama nie wiem dlaczego, ale przyspieszyłam kroku.
***
Gdy tylko weszłam do stajni, rozległo się końskie rżenie, oczywiście dochodzące z boksu nr 19.
Sięgnąwszy do kieszeni, wyjęłam kostkę cukru, by następnie podać ją do pyszczka Pretzla. Kuc pospiesznie połknął łakoć bez zbędnego i czasochłonnego delektowania się smakiem.
- Aleś ty łapczywy... - uśmiechnęłam się do stworzenia, delikatnie gładząc ogiera po chrapie.
Zwierzę pochyliło swój wielki łeb, nadstawiając się do drapania. Nagle moim oczom ukazała się dziewczyna, którą widziałam w szkole i podczas trasy do stajni.

Esmeralda?