Szłam obok niego, nie mogąc się skupić, po tym, co się stało. Mocno trzymałam Marco za rękę. Chłopak spojrzał na mnie i nie mógł oderwać oczu, przez co potknął się o wystający korzeń drzewa. Zaczęłam się z niego śmiać, po chwili od tego rechotania rozbolał mnie brzuch. Marco tylko położył dłoń na moim ramieniu, powiedział "berek", po czym zaczął uciekać. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że powinnam go gonić. Zaczęłam szaleńczy pościg po śladach jego. Po chwili odciski butów zniknęły przy wejściu do stajni. Bez namysłu wbiegłam do stajni, nagle usłyszałam cichy szept:
- Nie biegaj po stajni.
- Bardzo zabawne.- Powiedziałam, zaglądając do boksów w poszukiwaniu chłopaka, jednak tam go nie było. Postanowiłam więc wejść na kolejne piętro, gdzie przechowywane było siano. Tam powoli stawiałam kroki, gdy nagle coś wciągnęło mnie w stóg wyschniętej trawy. - Mam Cię...- Zachichotałam, przytulając się do Marco.
Gdy w końcu doszliśmy do Akademii, ja zdążyłam zmarznąć i przemoknąć od deszczu, który zaczął padać, cała ja. Podeszłam z chłopakiem pod swój pokój. Jednak po naciśnięciu klamki, drzwi nawet nie drgnęły. No tak, dziewczyny były na jeździe. Marco bez zastanowienia wziął mnie na plecy i zaniósł do swojego pokoju. 22-latek dosłownie rzucił mnie na jego łóżko, śmiejąc się pod nosem. Zawinął mnie w koc jak naleśnika. Przyznam, że wyglądałam jak jakaś larwa z ludzką głową. Niestety ten sposób ani trochę mnie nie rozgrzał. Chłopak poszedł do łazienki, żeby wracając oznajmić, że zaraz będę musiała wejść do wanny. Marco położył się obok mnie i włączył laptopa. Po włączeniu urządzenia zaproponowałam serial Breaking Bad. Okazało się, że chłopak również go zaczął oglądać. Zostałam zapytana, na jakim odcinku skończyłam, oczywiście ja cały już oglądnęłam, więc Marco włączył fragment, na którym skończył on. Oglądanie przerwał nam hałas. Chłopak pobiegł do łazienki, oczywiście ten plusk wydała woda wylewająca się na ziemię. Oboje zaczęliśmy się głośno śmiać. Podczas gdy ja próbowałam wypełznąć z koca, ukochany wycierał mokrą podłogę. Kiedy w końcu się uwolniłam, poszłam do łazienki, gdzie czekał Marco oparty o brzeg wanny, w której było pełno piany. Spojrzałam na niego zaskoczona, a on tylko uśmiechnął się i wyszedł. Gdy tylko zobaczyłam, że na tyłku chłopaka było mnóstwo piany, chciałam wybuchnąć śmiechem, jednak wolałam pozostawić go w niewiedzy. Zrzuciłam zimne, wilgotne ubrania i powoli weszłam do gorącej wody. Nie musiałam długo siedzieć, żeby się rozgrzać. Po wyjściu znalazłam ręcznik, który ledwie sięgał mi do uda. Nagle wszedł Marco. Zmierzył mnie wzrokiem uśmiechnięty. Krzyknęłam zaskoczona, żeby wyszedł, ten jednak podszedł do mnie, patrząc mi w oczy (dobrze, chociaż, że w oczy) i położył jakieś rzeczy na szafce stojącej tuż obok mnie, po czym wyszedł, nadal na mnie spoglądając swoimi pięknymi oczętami. Krzyknęłam do niego, rzucając mydłem w jego stronę, żeby w końcu wyszedł. Oczywiście on tylko się głośno śmiał. Kiedy nareszcie się go pozbyłam, mogłam się ubrać w jego dużą bluzę w kolorze kanarkowym i czarne, za duże na mnie dresy. Wyszłam do niego przebrana za worek i usiadłam obok niego.
- Liczyłem na to, że wyjdziesz do mnie w tym ręczniku...- Powiedział, za co dostał poduszką po twarzy. Teraz to on poszedł do łazienki. Ja w tym czasie zaczęłam pisać do współlokatorek wiadomości, że jestem u Marco i chwilę jeszcze u niego zostanę. Naszła mnie ochota na słodkie wino, powiedziałam więc chłopakowi, że schodzę na dół po jedno. Wróciłam po chwili, z butelką alkoholu i dwoma kieliszkami. Ułożyłam kruche szklane naczynia na stoliku, a obok nich butelkę z trunkiem. Uświadomiłam sobie, że od ponad pół roku nie piłam wina, przez co tym bardziej chciałam znowu go skosztować. Nalałam trochę alkoholu do kieliszków. Czekałam jednak na Marco, żeby nie pić sama. Chłopak wyszedł w samych bokserkach, bo zapomniał wziąć ze sobą rzeczy. Niczego nieświadomy stanął na mydle, którym wcześniej próbowałam w niego rzucić i poślizgnął się, lądując na mnie. Zarumieniona, zaśmiałam się nerwowo, i znów zapragnęłam go całować, jednak chłopak mnie uprzedził. Złożył na mojej szyi czułe pocałunki, po czym przywarł do moich ust. Czułam, jak się rozpływam, wszystko miałam jak z waty. Powoli zatracałam się w rozkoszy, kiedy do pokoju weszli z hałasem Gabriel i Adrianna. Wystraszona spojrzałam na nich i odruchowo powiedziałam "cześć". Współlokatorzy Marco wyszli ze zmieszaniem na twarzy.
- Przepraszam... - Powiedziałam.
- Za co? Nic przecież się nie stało. Może oprócz tego, że teraz ci dwoje myślą, że chcieliśmy się kochać, ale co z tego... - Uśmiechnął się. - Oboje z resztą wiemy, jak było, więc to, co oni myślą jest nieważne...
Spojrzałam na zegarek i zorientowałam się, że zaraz mam jazdę. Poszłam tylko zmienić buty i pobiegłam do stajni. Spóźniona weszłam razem z koniem na parkur. Zamiast ochrzanu instruktorka powiedziała: Gustowną malinkę nosisz na szyi.
Nie spodziewałam się takiej reakcji na moje spóźnienie, najwyraźniej miała dobry humor. Przez całą jazdę siedziałam z głową w chmurach. Wracałam myślami do tych namiętnych pocałunków, przez co nie koncentrowałam się na przeszkodzie. Nie byłam dumna z mojej postawy na tej lekcji... W pokoju siedziałam rozmarzona w fotelu i myślałam, czy Marco też był zachwycony naszymi pocałunkami.
~Marco? :3
czwartek, 16 maja 2019
sobota, 6 kwietnia 2019
Od Riley C.D Gai
Wypady w teren chyba naprawdę weszły mi w krew i nigdy nie przestaną mnie rajcować. Swoją drogą, byłam ciekawa jakiegoż to konia ma zamiar nabyć Gaia, zwłaszcza, że ostatnimi czasy niewielu uczniów akademii decyduje się na posiadanie własnego wierzchowca, co w sumie trochę mnie dziwi, bo odkąd pamiętam marzyłam o tym, by mieć swoją i tylko swoją pociechę.
Szybko narzuciłam na siebie czarną kurtkę z kapturem, bryczesy w tym samym kolorze i ogarnąwszy stan włosów, które po dzisiejszej pracy z łopatą na świeżym powietrzu wyglądały dokładnie jak szczotka na ganku mojej babci (nie wnikajmy w ten stan), udałam się w stronę stajni prywatnej, nim jednak dotarłam na miejsce, oczywiście wpadłam na Gaię, która o dziwo śpieszyła się chyba jeszcze bardziej ode mnie.
- Spokojnie, spokojnie, gdzie się tak śpieszysz? - roześmiałam się, poprawiając opadające na czoło, zdecydowanie przydługie kosmyki włosów, przy czym na ustach dziewczyny również wykwitł szeroki uśmiech.
- Ej, mogłabym Ci zadać to samo pytanie - odbiła piłeczkę z cichym westchnieniem, po czym wyminąwszy mnie powędrowała w kierunku wejścia do stajni z końmi do dzierżawy, rzucając przez ramię krótkie "zaraz wracam".
Skinęłam głową i pomknęłam przygotować Mel do jazdy. Pochwyciwszy z wieszaka ogłowie przerzuciłam przez ramię siodło i czaprak, by niecałe dwie minuty później znaleźć się z całym ekwipunkiem przed kwaterą mojej wariatki. Czarna zdawała się być zachwycona perspektywą opuszczenia boksu, w którym swoją drogą spędzała ostatnio bardzo dużo czasu, głównie przez to, że Sunny Day zaczynał świrować i panikował ilekroć wyprowadzałam jego mamę ze stajni. Na nasze szczęście, mały chyba powoli zaczyna się do tego przyzwyczajać, co nie zmienia faktu, iż na dłuższe wycieczki będziemy mogły sobie pozwolić dopiero za dobre kilka tygodni.
Wyprowadziwszy przygotowaną już do drogi Melindę, parę metrów dalej zauważyłam dosiadającą Kleopatry Gaię. Wskoczywszy na siodło podjechałam bliżej nich. Muszę przyznać, odkąd siwka jest pod opieką Gai wygląda naprawdę imponująco i nie mówię tu tylko o samym ekwipunku, ale i stanie sierści czy regularnie zaplatanej grzywie, na którą pewnie nikt wcześniej nie poświęcał zbyt wiele czasu.
- To co, jedziemy? - posłałam przyjaciółce szelmowski uśmieszek, smyrając palcem szyję Panny ADHD.
Gaia? :3
340 słów
Szybko narzuciłam na siebie czarną kurtkę z kapturem, bryczesy w tym samym kolorze i ogarnąwszy stan włosów, które po dzisiejszej pracy z łopatą na świeżym powietrzu wyglądały dokładnie jak szczotka na ganku mojej babci (nie wnikajmy w ten stan), udałam się w stronę stajni prywatnej, nim jednak dotarłam na miejsce, oczywiście wpadłam na Gaię, która o dziwo śpieszyła się chyba jeszcze bardziej ode mnie.
- Spokojnie, spokojnie, gdzie się tak śpieszysz? - roześmiałam się, poprawiając opadające na czoło, zdecydowanie przydługie kosmyki włosów, przy czym na ustach dziewczyny również wykwitł szeroki uśmiech.
- Ej, mogłabym Ci zadać to samo pytanie - odbiła piłeczkę z cichym westchnieniem, po czym wyminąwszy mnie powędrowała w kierunku wejścia do stajni z końmi do dzierżawy, rzucając przez ramię krótkie "zaraz wracam".
Skinęłam głową i pomknęłam przygotować Mel do jazdy. Pochwyciwszy z wieszaka ogłowie przerzuciłam przez ramię siodło i czaprak, by niecałe dwie minuty później znaleźć się z całym ekwipunkiem przed kwaterą mojej wariatki. Czarna zdawała się być zachwycona perspektywą opuszczenia boksu, w którym swoją drogą spędzała ostatnio bardzo dużo czasu, głównie przez to, że Sunny Day zaczynał świrować i panikował ilekroć wyprowadzałam jego mamę ze stajni. Na nasze szczęście, mały chyba powoli zaczyna się do tego przyzwyczajać, co nie zmienia faktu, iż na dłuższe wycieczki będziemy mogły sobie pozwolić dopiero za dobre kilka tygodni.
Wyprowadziwszy przygotowaną już do drogi Melindę, parę metrów dalej zauważyłam dosiadającą Kleopatry Gaię. Wskoczywszy na siodło podjechałam bliżej nich. Muszę przyznać, odkąd siwka jest pod opieką Gai wygląda naprawdę imponująco i nie mówię tu tylko o samym ekwipunku, ale i stanie sierści czy regularnie zaplatanej grzywie, na którą pewnie nikt wcześniej nie poświęcał zbyt wiele czasu.
- To co, jedziemy? - posłałam przyjaciółce szelmowski uśmieszek, smyrając palcem szyję Panny ADHD.
Gaia? :3
340 słów
niedziela, 24 marca 2019
Od Gai C.D Riley
Poprawiłam się na łóżku brunetki, jednocześnie starając się wymyślić jakieś sensowne zajęcie dla nas. Można by rzec, że oglądanie filmu jest nieco banalne, lecz pasuje idealnie do herbaty, lecz kompozycja herbaty i przyjacielskiej rozmowy wydawała się jeszcze atrakcyjniejsza.
- Może najpierw się ciebie spytam…- zaczęłam, spoglądając na Nilaya, który chyba polubił moje kapcie- Powiedz mi, kto nakazał, bo raczej nie zakazał, odśnieżać ci chodnik?
Dziewczyna prychnęła.
- Uwierz mi, sama z siebie bym się do tego nie zabrała. Za wszystkim stoi nasza urocza dyrektora, instruktorka, pani Rose. - odparła, specjalnie akcentując nazwisko kobiety. - A ciebie kto do tego zagonił?
- Pani Alison Tipton – pewnie myślała, że sprawi mi to przyjemność.
- Taaak, jakby instruktorzy nie wiedzieli, że odśnieżanie nie jest dla nas.
Tym skromnym wstępem rozpoczęłyśmy dosyć długą, mającą w sobie dużo treści, rozmowę, na temat naszej akademickiej kadry oraz naszych uroczych wierzchowców, które naprawdę często dają nam w kość. Riley zaczęła również pogawędkę na temat różnic między końmi prywatnymi a szkółkowymi.
- Gaia, a kiedy ty wreszcie przerzucisz się ze szkółki jeździeckiej, na stajnię z prywatnymi? - zapytała się mnie przyjaciółka, odstawiając kubek z herbatą na mały stolik.
Uniosłam i opuściłam brwi.
- Czy ja wiem? Pewnie za niedługo, przynajmniej taką mam nadzieję.
Koń rzeczywiście miał się pojawić w stajni za niedługo, lecz nie wiedziałam dokładnie kiedy. Miałam jednak nadzieję, że nie będę musiała czekać paru miesięcy – aż tak długo nie potrafię czekać.
Rozmowa szybko zeszła z tematu koni na szkołę. Zaczęłyśmy narzekać na ilość zadawanych prac domowych i nauczycielach, którzy nie chcieli nam nieco odpuścić. W pewnym momencie Riley zaproponowała mi jazdę w teren lub na hali, gdyż, jak to ona powiedziała:
- Chodźmy pojeździć, chce mi się pojeździć, proszę, chodźmy pojeździć!
Oczywiście, nie mogłam odmówić. Mimo krótkiej nieobecności w stajni już stęskniłam się za Kleopatrą (chociaż wątpię, że ze wzajemnością). Bez zastanawiania odgoniłam pupila Riley od moich kapci, po czym szybko je założyłam i wybiegłam z pokoju. Wcześniej umówiłyśmy się z brunetką w stajni, za dziesięć minut – nie chciałam, żeby dziewczyna musiała na mnie czekać. Po wejściu do pokoju podbiegłam do komody, z której wyjęłam granatowe bryczesy, granatową bluzę i całą resztę mojego dobytku. Szybko się ogarnęłam i wybiegłam z mojego mieszkanka. Ruszyłam biegiem do wyjścia z akademika, po drodze wpadając na dziewczynę.
- Spokojnie, spokojnie, gdzie się tak śpieszysz? - spytała się mnie ze śmiechem.
Riley? c:
378 słów
- Może najpierw się ciebie spytam…- zaczęłam, spoglądając na Nilaya, który chyba polubił moje kapcie- Powiedz mi, kto nakazał, bo raczej nie zakazał, odśnieżać ci chodnik?
Dziewczyna prychnęła.
- Uwierz mi, sama z siebie bym się do tego nie zabrała. Za wszystkim stoi nasza urocza dyrektora, instruktorka, pani Rose. - odparła, specjalnie akcentując nazwisko kobiety. - A ciebie kto do tego zagonił?
- Pani Alison Tipton – pewnie myślała, że sprawi mi to przyjemność.
- Taaak, jakby instruktorzy nie wiedzieli, że odśnieżanie nie jest dla nas.
Tym skromnym wstępem rozpoczęłyśmy dosyć długą, mającą w sobie dużo treści, rozmowę, na temat naszej akademickiej kadry oraz naszych uroczych wierzchowców, które naprawdę często dają nam w kość. Riley zaczęła również pogawędkę na temat różnic między końmi prywatnymi a szkółkowymi.
- Gaia, a kiedy ty wreszcie przerzucisz się ze szkółki jeździeckiej, na stajnię z prywatnymi? - zapytała się mnie przyjaciółka, odstawiając kubek z herbatą na mały stolik.
Uniosłam i opuściłam brwi.
- Czy ja wiem? Pewnie za niedługo, przynajmniej taką mam nadzieję.
Koń rzeczywiście miał się pojawić w stajni za niedługo, lecz nie wiedziałam dokładnie kiedy. Miałam jednak nadzieję, że nie będę musiała czekać paru miesięcy – aż tak długo nie potrafię czekać.
Rozmowa szybko zeszła z tematu koni na szkołę. Zaczęłyśmy narzekać na ilość zadawanych prac domowych i nauczycielach, którzy nie chcieli nam nieco odpuścić. W pewnym momencie Riley zaproponowała mi jazdę w teren lub na hali, gdyż, jak to ona powiedziała:
- Chodźmy pojeździć, chce mi się pojeździć, proszę, chodźmy pojeździć!
Oczywiście, nie mogłam odmówić. Mimo krótkiej nieobecności w stajni już stęskniłam się za Kleopatrą (chociaż wątpię, że ze wzajemnością). Bez zastanawiania odgoniłam pupila Riley od moich kapci, po czym szybko je założyłam i wybiegłam z pokoju. Wcześniej umówiłyśmy się z brunetką w stajni, za dziesięć minut – nie chciałam, żeby dziewczyna musiała na mnie czekać. Po wejściu do pokoju podbiegłam do komody, z której wyjęłam granatowe bryczesy, granatową bluzę i całą resztę mojego dobytku. Szybko się ogarnęłam i wybiegłam z mojego mieszkanka. Ruszyłam biegiem do wyjścia z akademika, po drodze wpadając na dziewczynę.
- Spokojnie, spokojnie, gdzie się tak śpieszysz? - spytała się mnie ze śmiechem.
Riley? c:
378 słów
sobota, 16 marca 2019
Od Gai C.D Camille'a
- Jako że jestem kreatywną osobą – zaczęła pani Frau. - Nie będziecie musieli czyścić boksów. Stawicie się o godzinie szóstej w sobotę w stajni, by nakarmić, zaprowadzić i wrócić do stajni z końmi szkółkowymi. Później zajmiecie się czyszczeniem sprzętu, jasne?
Opuściłam głowę i zacisnęłam mocniej wodze w ręku. Kątem oka widziałam Camille'a, który nie wydawał się zbyt zadowolony z powodu wymierzonej nam kary. Zresztą, tak samo, jak ja. Nie ukrywajmy, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię – niestety, nie mogłam tego zrobić, tak więc po prostu pokiwałam głową i wraz z przyjacielem zadeklarowaliśmy, że stawimy się w stajni, a taka sytuacja już nigdy więcej nie będzie miała miejsca na jej zajęciach.
- Świetnie, bardzo się cieszę!
Cecylia Frau nakazała nam wykonać dwudziestominutową rozgrzewkę, po czym przeszła do konkretów. Najpierw nakazała nam wszystkim przeskakiwać pojedynczo pojedynczą kłodę. Każdy najechał na przeszkodę przynajmniej trzy razy. Kleopatra chyba czuła, że jestem lekko zdenerwowana, gdyż rzadko kiedy tak mocno szarpała głową i strzelała pojedynczymi barankami jak na jeździe. Szybko wzięłam się w garść i starałam się wyluzować, co powoli zaczynało mi wychodzić. Kleośka chyba to wyczuła, gdyż od razu zaczęła zachowywać się inaczej.
- Pamiętajcie, że lepiej przejechać tor crossowy wolniej i bezpieczniej, niż szybciej i mniej bezpiecznie. - oznajmiła Cecylia. - Chociaż ja wyznaję taką zasadę.
- Dlatego, jak będzie jechać teraz krótki tor crossowy, oczekuję od was odpowiedniego tempa i dobrego, a wręcz doskonałego prowadzenia konia. Dobrze?
Gdy wszyscy pokiwali głową na znak zgody, instruktorka objaśniła nam kolejność przeszkód, oraz dała parę rad.
- Zanim wy sami to przejedziecie, to… Lena, mogłabyś na chwilę zejść z Merci? Pokażę wam, jak mniej więcej ma to wyglądać.
Dziewczyna posłusznie wsiadła, a ja patrzyłam na przejazd instruktorki, który wydawał się wręcz idealny. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy klacz odmówiła przeskoczenia przez stół. Klacz nagle zatrzymała się, na co Frau zakręciła i ponownie najechała na przeszkodę – tym razem, została przeskoczona bez problemu. Kobieta w mig zakończyła przejazd i zsiadła z klaczy, po czym przekazała ją jej właścicielce. Mieliśmy jechać w tej kolejności: ja miałam być pierwsza, później Adrianna, następnie Camille i Lena. Tak więc, szybko skróciłam wodze, zakręciłam i poprosiłam Kleopatrę o łagodny galop. Klacz usłuchała mnie i ładnie przeskoczyła pierwszą przeszkodę, jaką była stacjonata. Później powalona kłoda, bankiet i pięć innych przeszkód, które Kleopatra pokonała bez problemu, w odpowiednim tempie. Po ostatniej przeszkodzie zrobiłam z nią woltę w galopie, zwolniłam do kłusa, a później do stępa i wróciłam do reszty grupy. Cecylia pochwaliła mnie, co niezwykle mnie ucieszyło, choć miałam wrażenie, że nadal była na mnie, a właściwie na mnie i na Camille'a zła, za to spóźnienie. Starałam się tym nie przejmować – zamiast tego oglądałam przejazdy innych osób, które również okazały się udane.
~-~
Godzina piąta trzydzieści rano, a ja idę ubrana i wyszykowana do stajni. Czy to normalne? Raczej nie, ale kara to kara. Nie będę się kłóciła z instruktorką. Jedyna myśl, jaka mnie pocieszała, to to, że będę miała towarzystwo.
Gdy tylko dotarłam do stajni, odstawiłam wszystkie moje rzeczy do siodlarni i poszłam do boksu Paint'a. Nigdy nie miałam bliższego kontaktu z tym koniem, z powodu mojego poziomu jazdy, lecz to się zmieniło. Miałam nadzieję, że będę mogła wkrótce na niego wsiąść. Zacmokałam, a koń odwrócił się tak, że stał do mnie głową. Zaczęłam smerać go za uchem i komplementować go przyciszonym głosem. Sielankę przerwał mi Camille, który bez mojej wiedzy stanął za mną i spytał się:
- No co ty, zdradzasz Kleopatrę?
Camille?
564 słowa
Opuściłam głowę i zacisnęłam mocniej wodze w ręku. Kątem oka widziałam Camille'a, który nie wydawał się zbyt zadowolony z powodu wymierzonej nam kary. Zresztą, tak samo, jak ja. Nie ukrywajmy, że miałam ochotę zapaść się pod ziemię – niestety, nie mogłam tego zrobić, tak więc po prostu pokiwałam głową i wraz z przyjacielem zadeklarowaliśmy, że stawimy się w stajni, a taka sytuacja już nigdy więcej nie będzie miała miejsca na jej zajęciach.
- Świetnie, bardzo się cieszę!
Cecylia Frau nakazała nam wykonać dwudziestominutową rozgrzewkę, po czym przeszła do konkretów. Najpierw nakazała nam wszystkim przeskakiwać pojedynczo pojedynczą kłodę. Każdy najechał na przeszkodę przynajmniej trzy razy. Kleopatra chyba czuła, że jestem lekko zdenerwowana, gdyż rzadko kiedy tak mocno szarpała głową i strzelała pojedynczymi barankami jak na jeździe. Szybko wzięłam się w garść i starałam się wyluzować, co powoli zaczynało mi wychodzić. Kleośka chyba to wyczuła, gdyż od razu zaczęła zachowywać się inaczej.
- Pamiętajcie, że lepiej przejechać tor crossowy wolniej i bezpieczniej, niż szybciej i mniej bezpiecznie. - oznajmiła Cecylia. - Chociaż ja wyznaję taką zasadę.
- Dlatego, jak będzie jechać teraz krótki tor crossowy, oczekuję od was odpowiedniego tempa i dobrego, a wręcz doskonałego prowadzenia konia. Dobrze?
Gdy wszyscy pokiwali głową na znak zgody, instruktorka objaśniła nam kolejność przeszkód, oraz dała parę rad.
- Zanim wy sami to przejedziecie, to… Lena, mogłabyś na chwilę zejść z Merci? Pokażę wam, jak mniej więcej ma to wyglądać.
Dziewczyna posłusznie wsiadła, a ja patrzyłam na przejazd instruktorki, który wydawał się wręcz idealny. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy klacz odmówiła przeskoczenia przez stół. Klacz nagle zatrzymała się, na co Frau zakręciła i ponownie najechała na przeszkodę – tym razem, została przeskoczona bez problemu. Kobieta w mig zakończyła przejazd i zsiadła z klaczy, po czym przekazała ją jej właścicielce. Mieliśmy jechać w tej kolejności: ja miałam być pierwsza, później Adrianna, następnie Camille i Lena. Tak więc, szybko skróciłam wodze, zakręciłam i poprosiłam Kleopatrę o łagodny galop. Klacz usłuchała mnie i ładnie przeskoczyła pierwszą przeszkodę, jaką była stacjonata. Później powalona kłoda, bankiet i pięć innych przeszkód, które Kleopatra pokonała bez problemu, w odpowiednim tempie. Po ostatniej przeszkodzie zrobiłam z nią woltę w galopie, zwolniłam do kłusa, a później do stępa i wróciłam do reszty grupy. Cecylia pochwaliła mnie, co niezwykle mnie ucieszyło, choć miałam wrażenie, że nadal była na mnie, a właściwie na mnie i na Camille'a zła, za to spóźnienie. Starałam się tym nie przejmować – zamiast tego oglądałam przejazdy innych osób, które również okazały się udane.
~-~
Godzina piąta trzydzieści rano, a ja idę ubrana i wyszykowana do stajni. Czy to normalne? Raczej nie, ale kara to kara. Nie będę się kłóciła z instruktorką. Jedyna myśl, jaka mnie pocieszała, to to, że będę miała towarzystwo.
Gdy tylko dotarłam do stajni, odstawiłam wszystkie moje rzeczy do siodlarni i poszłam do boksu Paint'a. Nigdy nie miałam bliższego kontaktu z tym koniem, z powodu mojego poziomu jazdy, lecz to się zmieniło. Miałam nadzieję, że będę mogła wkrótce na niego wsiąść. Zacmokałam, a koń odwrócił się tak, że stał do mnie głową. Zaczęłam smerać go za uchem i komplementować go przyciszonym głosem. Sielankę przerwał mi Camille, który bez mojej wiedzy stanął za mną i spytał się:
- No co ty, zdradzasz Kleopatrę?
Camille?
564 słowa
piątek, 1 marca 2019
Podsumowanie!
Ello!
Wraz z końcem miesiąca nadeszła pora na kolejne podsumowanie punktów. Tak przedstawia się luty:
Naomi - nieobecność
Holiday - -20 i ostrzeżenie na pocztę
Esmeralda - -10p.
Riley - nieobecność
Ana - 12p.
Mali - -20 i ostrzeżenie na pocztę
Gaia - -10 i przypominajka na pocztę
Winter - nieobecność
Navarro - nieobecność
Peter - 3p.
Harry - 6p.
Adrianna - 3p.
Caroline - 6p.
Olivia - -20 i ostrzeżenie na pocztę
Harrison - -20 i ostrzeżenie na pocztę
Dakota - -10 i przypominajka na pocztę
Felix - -20 i ostrzeżenie na pocztę
Camille - 3p.
Marco - 6p.
Gabriel - -20 i ostrzeżenie na pocztę
Lena - -20 i ostrzeżenie na pocztę
Alice - nieobecność
Iwana - 6p.
Michalina - -10 i przypominajka na pocztę
~Administracja AMH
Subskrybuj:
Posty (Atom)