Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meg. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 grudnia 2016

Od Meg C.D Caleba

Dzień nie zapowiadał się jakoś specjalnie ambitnie. Po skończonym śniadaniu postanowiłam wyprowadzić mojego małego towarzysza. Od razu po przejściu głównych drzwi szczeniak pobiegł do ogrodu. Nie mogłam go zostawić samego więc za nim poszłam. Na miejscu od razu uderzyła we mnie fala wspomnień związanych z tym miejscem. Nałożyłam na głowę kaptur i skuliłam się w sobie. Loki biegał jak oszalały wokół mnie poprawiając mi humor. Nie będę ukrywać ale zastanawiało mnie to gdzie jest Caleb. Czy jeszcze tutaj jest czy może tak jak ja opuścił to miejsce.
Pies w pewnej chwili zatrzymał się i zaczął wpatrywać w dal.
- Hej siostra. - Ten głos.
- Nie jestem Twoją siostrą. - Zaśmiałam się. Nie miałam wątpliwości kim jest właściciel wypowiedzianych słów. Odwróciłam się do chłopaka przodem.
Wywiązała się między nami krótka rozmowa.
- Dobra, dobra i tak wiem, że nie tęskniłeś. - Zaczęłam się z nim drażnić. - Za mną nikt nie tęskni.
- Chciałabyś aby tak było. - Mruknął. - Gdzie Ty w ogóle się podziewałaś? I czemu ja nic o tym nie wiedziałem?!
- Musiałam wyjechać i ułożyć sobie życie. - Westchnęłam. - Pamiętasz moją sytuację rodzinną? - Mruknęłam niechętnie.
- Taaa...
- To mogę Ci powiedzieć, że już wszystko jest dobrze.
- Sama to załatwiłaś?
- Niestety nie. Moja mama po prostu się zabiła. - W tym momencie usłyszałam powarkiwanie Loki'ego.
Oboje spojrzeliśmy w stronę skąd dochodziły odgłosy. Moim oczom ukazał się Anand z jakimś kijkiem w pysku i skaczący wokół niego szczeniak próbujący mu odebrać zdobycz.
- Nie można tak Loki. To nie Twoje. - Westchnęłam ze śmiechem.
- A co z poprzednikiem? - Zapytał z ciekawości.
- Niestety jakiś debil go otruł. - Od razu się we mnie na tą myśl zagotowało.
- Ludzie to podłe sku******y.
- Masz rację. Słuchaj mam do Ciebie prośbę. - Zaczęłam.
- Oj nie wiem czy się zgodzę teraz. - Caleb zaczął się ze mną droczyć.
- Niby czemu?
- A jak znowu znikniesz?
- Nie zniknę, obiecuję. - Uśmiechnęłam się i przytuliłam go. Brakowało mi go i to cholernie.
- Dobra co tam ode mnie chcesz?
- Skoro dzisiaj jest piątek to proponuję skoczyć na jakąś imprezę jak za dawnych czasów.
- Jestem jak najbardziej za.
- W takim razie do wieczora. - Uśmiechnęłam się, zawołałam swojego psa i wróciłam do siebie.

<Caleb? Nie zabijaj, proszę>

środa, 21 grudnia 2016

Od Meg C.D Esmeraldy

Dziewczyna wydawała się ogarnięta więc zaproponowałam wspólną przejażdżkę po torze do motocrossu. Wzięłyśmy nasze sprzęty i ruszyłyśmy w drogę. Na miejscu na chwilę się zatrzymałyśmy. Spojrzałam na Esmeraldę. Ta raptownie stała się blada, zaczęła się chwiać i po chwili upadła. To były dosłownie sekundy.
- Co jest ku**a! - Zeskoczyłam ze swojego motocyklu jak oparzona i doskoczyłam do niej.
Podniosłam z niej jej maszynę, zdjęłam kask i zaczęłam nasłuchiwać czy przypadkiem nie straciła czynności życiowych. Oddychała. Odetchnęłam z ulgą i ułożyłam ją szybko w pozycję boczną. Wyciągnęłam telefon i wezwałam pogotowie. Obstawiałam, że jak dziewczyna odzyska przytomność będzie się kręciła nosem po co wzywałam pogotowie. Zresztą jak każdy.
Do przyjazdu pomocy kontrolowałam jej stan cały czas bardzo uważnie. Ratownicy przyjechali bardzo szybko. Odeszłam kawałek aby zrobić im miejsce i nie przeszkadzać. Cała akcja trwała zaledwie kilka minut po czym przytomna już Esmeralda siedziała w karetce i robili jej wywiad. Niby takie głupoty ale przynajmniej wiem, że znajoma była w dobrych rękach i nic jej nie będzie.
Po wszystkim Panowie pojechali, a my zostałyśmy same. Słyszałam, że dziewczyna ma się stawić na jakieś tam badania.
- Jak się trzymasz? - Zapytałam.
- Dobrze. Po co wzywałaś pogotowie?
- Zemdlałaś od tak. Każdy przy zdrowych zmysłach by to zrobił. - Uśmiechnęłam się do niej delikatnie. - Z tym nie ma żartów.
- Nic by mi nie było.
- Wolałam nie mieć Cię na sumieniu. Uwierz mi na słowo, że czasami lepiej jest wezwać pomoc niż patrzyć jak ktoś upiera się, że da sobie radę i umiera...
Nastała chwila ciszy.
- Może innym razem pojeździmy, co Ty na to? - Zaproponowałam.
Esmeralda? Mi się Twoje opowiadanie podobało ^^

wtorek, 20 grudnia 2016

Od Meg C.D Noah'a

Chłopak był uparty i koniec końców odstawił mnie pod same drzwi naszej pielęgniarki. Kobieta była zaspana i nie za bardzo chyba szczęśliwa ze złożonej tak późnej wizyty.
- Dobry wieczór. - Wydukałam starając się utrzymać na nogach.
- Witajcie. Co Was do mnie sprowadza o takiej godzinie? - Zapytała na koniec ziewając i przecierając jeszcze zaspane oczy.
- Koleżanka miała mały wypadek na koniu.
- Wejdźcie. - Zaprosiła nas do środka.
- Ja poczekam. - Powiedział chłopak.
- Oooo nie. Idziesz ze mną.
- Czemu?
- Ciągnąłeś mnie taki kawałek tutaj to teraz będziesz ze mną siedział. - Uśmiechnęłam się zawadiacko. Ten w odpowiedzi tylko jęknął. Dla pewności pociągnęłam go za sobą.
Kobieta poprosiła abym usiadła na sofie w salonie. Wypytała mnie co mnie boli i jak doszło do wypadku. Po czym zniknęła w jakimś pomieszczeniu.
- Jak się trzymasz? - Zapytał mnie przysiadając się.
- Żyję, czyli będzie dobrze. - Zaśmiałam się. - Gorzej obrywałam.
Nasza rozmowa została przerwana przez wchodzącą pielęgniarkę z jakimś plecakiem. Rozłożyła go na stole przede mną i zajęła się przemywaniem zadrapań. Kilka minut później wyszliśmy na korytarz.
- Do wesela się zagoi. - Pocieszył mnie.
- Ale dwa tygodnie bez jazdy. - Jęknęłam patrząc na bandaż owinięty wokół mojego nadgarstka.
- Zawsze mogło być gorzej.
- Jak?
- Mogłaś się połamać. W sumie to ładnie poleciałaś. - Zaśmiał się aby poprawić mi humor. Spojrzałam na niego wymownie po czym zrobiłam to samo co on, w końcu miał rację.
- Dobra lecę się ogarnąć i odpocząć na jutrzejsze zajęcia.
- Spoko. Dobranoc.
- Dobranoc.
Rozeszliśmy się na jednym z rozwidleń na korytarzu.
*** Następnego dnia ***
Głód był silniejszy od mojej chęci spania. Tak więc założyłam jakieś pierwsze lepsze krótkie spodenki i luźniejszą bokserkę. Ubrania odsłaniały w większości moje tatuaże. Ogarnęłam jakoś włosy, czyli tak na dobrą sprawę spięłam je w niechlujny kucyk.
Zeszłam do stołówki gdzie odebrałam jedzenie i usiadłam przy wolnym stoliku. Zjadłam wszystko co miałam po cym odniosłam naczynia i ruszyłam w stronę wyjścia na podwórko w głębi duszy dziękując sobie, że zabrałam paczkę z papierosami i zapalniczkę. Na miejscu usiadłam na schodach i odpaliłam jednego fajka. W oddali widziałam zbliżającego się chłopaka.
- Hej.
- Cześć Noah.
- Jak ręka?
- Zabandażowana. - Po czym pomachałam mu nią z uśmiechem.
Noah?

Od Meg C.D Ivana

Dzisiejszego dnia nie miałam zbyt dużo zajęć. Wyprowadzenie koni, przejażdżka, nakarmienie wierzchowców i przy okazji kłótnia z Blond plastikiem. Można powiedzieć śmiało, że to był dzień jak każdy poprzedni chodź za długo tutaj nie jestem. Siedzenie w pokoju zbrzydło mi już zupełnie więc postanowiłam się przejść.
Na zewnątrz spotkałam William'a, zamieniliśmy ze sobą kilka słów po czym się gdzieś ulotnił. Zostałam sama jednak nie na długo. Podszedł do mnie jakiś chłopak i zaczął rozmowę. Musiał być nowy bo wcześniej go nie widziałam. Po kilku zdaniach zostałam zaproszona przez niego na przejażdżkę po torze do motocrossu. Oczywiście się zgodziłam.
- Poczekaj chwilę tylko skoczę się przebrać. - Rzuciłam i zrobiłam tak jak powiedziałam.
Wyszłam po kilku chwilach w moim kombinezonie oraz kaskiem w ręku.
https://pierceimages.imgix.net/ProdImages/prod_59988/p59988.jpg?ver=1482102000&auto=format&lossless=false&q=50&sharp=10&h=790
Włosy miałam spięte w kucyk tak aby mi w żaden sposób nie przeszkadzały.
- Gotowa?
- Tak, tylko wyprowadzę swój sprzęt z garażu. - Oznajmiłam i oboje udaliśmy się w stronę budynku.
- Długo jeździsz?
- Od piątego roku życia. - Odpowiedziałam zamykając już drzwi. Podprowadziłam na parking motocykl. Zapięłam buty dokładnie, poprawiłam rękawice, założyłam kask i usiadłam wygodnie.
- Jedziemy?
Nie czekałam już na odpowiedź bo wiedziałam jaka jest. Prowadziłam, nowy był tuż za mną. Po kilku minutach byliśmy już na miejscu. Zatrzymałam się, zdjęłam kask i spojrzałam na Ivan'a który zrobił to samo co ja.
- Rób co chcesz ale ja lecę dalej. - Pospiesznie ubrałam kask i ruszyłam z miejsca. 
Każda przeszkoda dawała mi niesamowitą radość. Czuję, że wtedy nic mnie nie ogranicza. Jestem tylko ja i moje cudeńko.
Pierwsze okrążenie zrobiłam sobie dla rozgrzewki. Dopiero przy następnym zaczęłam wykonywać jakieś triki.
[Tu miao być zdjęcie, ale link nie działa]
Jedne z nich były skomplikowane inne mniej.
Po kilkunastu okrążeniach zjechałam na bok aby zapalić i chwilę odetchnąć. Nie ukrywajmy ale było mi gorąco.
Zatrzymałam się przy skraju lasu. Jedno z drzew przyciągnęło moją uwagę chyba aż za bardzo. Słyszałam dźwięk silnika chłopaka oraz głos w głowie który podpuszczał mnie aby to zrobić. Odjechałam kilka metrów aby nabrać rozpędu i...

Udało się! Zrobiłam to co chciałam. Szczęśliwa zgasiłam moją perełkę i zdjęłam kask. Odwróciłam głowę, a za mną stał Ivan
Ivan?

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Od Meg C.D Noah'a

Okazało się, że jednak jest coś co pozwala nam się dogadywać. Udało mu się namówić mnie nawet na przejazd toru. Byłam ciekawa jak mi pójdzie bo wiedziałam, że jemu nie sprawi to najmniejszego problemu.  - Jedź. - Uśmiechnęłam się nieznacznie do znajomego. Ten w odpowiedzi kiwnął głową i ruszył. Obserwowałam jego ruchy. Były one bardzo płynne. Widać od razu, że tworzy jedność ze swoim wierzchowcem. Wydawałoby się, że nie ma dla nich przeszkody nie do pokonania.
Muszę przyznać, że byłam pod lekkim wrażeniem. Głaszcząc końską grzywę postanowiłam sobie, że kiedyś też tak będę jeździła. Kilka przeszkód później Noah podjechał bliżej szczęśliwy. - Gotowa? - Posłał mi lekko wyzywający uśmiech.  - Jasne. - Odpowiedziałam mu pewna siebie. Bez słowa chłopak zawrócił wierzchowca i ruszył wyznaczoną przez siebie trasą. Z daleka widziałam jak nieuchronnie zbliża się do nas pierwsza przeszkoda. Skupiłam wszystkie swoje myśli aby nic nie zaprzątało mi głowy. Mimo tego, że Noah robił to bez wysiłku ja musiałam trochę go włożyć. W głowie powtarzałam sobie tylko jedno zdanie, "Nie spadnij!" Nawet nie zauważyłam kiedy minął mi ten dystans. Poczułam jak koń spina mięśnie do skoku, przyjęłam odpowiednią pozycję i zamknęłam oczy. Nie wiem dlaczego to zrobiłam ale jednak stało się i czasu nie cofnę. Zganiłam samą siebie w myślach aby się ogarnąć, przecież nie jestem strachliwa. Wyskok motocyklem i akrobacje nie stanowią dla mnie problemu to dlaczego miałoby to? Wylądowałam szczęśliwie bez komplikacji. - Żyjesz? - Rzucił nie odwracając głowy. - Taa. - Odpowiedziałam już rozluźniona. Kolejne skoki wychodziły mi tak samo, czyli z zamkniętymi oczami. Przy już przedostatnim usłyszałam śmiech. - Co jest? Boisz się? - Zażartował Noah. - Nie bój się to tylko skoki. - Nie boję się.  Poczułam się trochę urażona ale nie pokazałam tego w najmniejszym stopniu. "Ja się boję? Pfff..." Postanowiłam mu pokazać, że stać mnie na to aby móc skakać. Chłopak przyspieszył i zostawił mnie z tyłu pokonując ostatnią przeszkodę. Dałam znak Catcher'owi, ten od razu przyspieszył.  Już kiedy ogier spiął się do skoku wiedziałam, że to był mój błąd. Będąc już w powietrzu miałam otwarte oczy i przy okazji straciłam jakimś cudem równowagę. Skutkiem tego było moje bliskie spotkanie z ziemią tuż przy przeszkodzie. - Meg! - Krzyknął Noah. Po tym słyszałam rżenie konia i stukot kopyt.  - Chyba żyję. - Podniosłam się ociężale. Byłam cała w błocie. - Na pewno? - Zapytał zeskakując aby podać mi rękę którą przyjęłam.  - Przeżyję chodź będę miała kilka siniaków. Zresztą nie pierwszy i nie ostatni raz. - Zaśmiałam się.

Noah?

niedziela, 18 grudnia 2016

Od Meg C.D Noah'a

Uśmiechnęłam się do chłopaka i zrozumiałam to co powiedział. Przeniosłam swój wzrok na ogiera. Pogładziłam delikatnie szyję wierzchowca po czym podałam dłoń aby mógł są spokojnie obwąchać. Koń zarżał i zarzucił delikatnie.
- Spokojnie, krzywdy Ci nie zrobię. - Uśmiechnęłam się do niego. Podeszłam do akcesoriów Catcher'a, wzięłam siodło i czaprak. Czułam cały czas na sobie pilny wzrok ogiera. Osiodłanie go nie sprawiło żadnego problemu. Po wykonanym zabiegu wyprowadziłam go i ruszyliśmy oboje w kierunku wyznaczonym przez chłopaka. Na miejscu poczekaliśmy chwilę aż dołączy do nas Noah z drugim koniem.
- Widzę, że się dogadaliście. - Na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech.
- Można tak powiedzieć. - Pogłaskałam wierzchowca po szyi. - No chyba, że udaje i chce się Tobie podlizać. - Zaśmiałam się.
- To jak, jedziemy? - Zaproponował.
W odpowiedzi kiwnęłam tylko głową i wskoczyłam w siodło. Zawsze gdy wsiadałam na konia w duchu dziękowałam sobie, że ćwiczę. Chłopak poprowadził swojego konia w stronę tylnego wyjścia z terenu akademii, bez zbędnych słów podążałam za nim.
Kiedy znaleźliśmy się na łące przyspieszyliśmy do kłusa. Dawno nie jeździłam i naprawdę mi tego brakowało. Jechaliśmy w ciszy aż dotarliśmy do lasu, tam też zwolniliśmy.
- Co Cię tutaj sprowadziło? - Wypalił.
- Co mnie tutaj sprowadza... - Powtórzyłam słowa znajomego. - Chęć świętego spokoju moich rodziców. - Widziałam jego pytające spojrzenie.
- Nie jestem idealnym i świętym dzieckiem.
- Nikt nie jest.
- Tylko ja należę do tych co powinno się wstydzić. - Zaśmiałam się.
- A niby dlaczego?
- Zobaczysz z czasem, nie będę psuła nowej znajomości.
Po moich słowach zapadła chwila ciszy, a nasze konie zaprowadziły nas nad tor do motocrossu. Moje oczy automatycznie się zaświeciły.
- Czemu nikt mi nie powiedział, że macie tutaj coś takiego? - Byłam bardzo podekscytowana.
- A pytałaś?
Posłałam mu wymowne spojrzenie.
- Jeździsz?
- Oczywiście, że tak!
Podjechałam bliżej aby mieć lepszy widok. Oczami wyobraźni widziałam co będę tutaj robiła.

Noah? (Wybacz ale nie mogę się skupić ;-;)

Od Meg do Noah`a

Leżałam późnym popołudniem i lustrowałam wzrokiem sufit mojego pokoju. Widziałam doskonale, że ta chwila nie może trwać wiecznie. Przeklęłam w myślach fakt, że zaraz muszę iść na zajęcia. Spojrzałam na zegarek w telefonie, do rozpoczęcia miałam jeszcze kilka minut. Głośne westchnienie zakończyłam żałosnym jękiem. Podniosłam się do pozycji siedzącej i chwilę później wstałam. Bez najmniejszych chęci podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej ciemne jeansowe szorty, ciemnoczerwoną luźniejszą bokserkę i pierwsze lepsze trampki. Włosy spięłam w kucyk wyglądał on trochę niechlujnie.
Wychodząc z pokoju zabrałam torbę do której wrzuciłam jakiś zeszyt i coś do pisania. Na zewnątrz spotkałam kilka osób które już szło na zajęcia. Postanowiłam po drodze jeszcze zapalić, chodź czułam i widziałam kilka spojrzeń na sobie. Skończyłam palić i ruszyłam za resztą grupy. Zajęłam jedno z wolniejszych miejsc na samym końcu, wyciągnęłam notes i długopis. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Uczniowie stali w swoich gronach i nikt nikim się nie przejmował.
- To moje miejsce. - Do moich uszu dobiegł drażniący mnie głos dziewczyny. Spojrzałam na nią, była to średniego wzrostu blondynka. Tapety na jej twarzy było więcej niż tynku na ścianach sali. Uśmiechnęłam się pod nosem i uważnie obejrzałam ławkę po czym zaczęłam się kręcić na krześle również je oglądając.
- Co Ty robisz? - Zapytała lekko zdezorientowana.
- Szukam jakiegoś znaczka z informacją, że należy to do kogoś... Mam! - Podniosłam głos oraz siebie z miejsca. Przekręciłam krzesło do góry nogami i pokazałam jej palcem naklejkę. - Mam rozumieć, że na imię masz Akademia, na drugie Magic, a Twoje nazwisko to Horse? - Zadrwiłam z niej.
- Nie! - Warknęła. - Nazywam się Bridget Smith.
- W takim razie to miejsce nie jest Twoje i nie ustąpię Ci go.
- Nowi nie mogą siedzieć z tyłu.
- Bo? - Spojrzałam na nią lekko już poirytowana.
- Bo tak!
- To nie jest żaden argument.
- Nie denerwuj mnie bo...
- Bo co mi zrobisz laleczko?
- Zniszczę Cię!
- Uuuu... - Podniosłam ręce do góry i teatralnie zaczęłam udawać strach. Przez sale przebiegł cichy śmiech.
- Wstawaj!
- Nie.
Blondyneczka popchnęła mnie. W ostatniej chwili złapałam się ławki aby nie spaść.
- Przegięłaś s**o! - Warknęłam, podniosłam się błyskawicznie i też ją popchnęłam. Jednak ta wylądowała na ziemi. - Uważaj bo tipsy sobie połamiesz i doczepy Ci wpadną.
Ta w odpowiedzi zaczęła krzyczeć, chodź bardziej mi to przypominało zarzynanie świni. Już się podniosła i miała mnie zaatakować kiedy do sali wszedł mężczyzna. Na oko miał pięćdziesiąt lat, był wyraźnie wkurzony.
- Spokój! - Ryknął na całą salę. Wszyscy w mgnieniu oka zajęli miejsca, ja chwilę poczekałam i zrobiłam to samo. Blondyneczka stała dalej i zabijała mnie wzrokiem.
- Jakiś problem Bridget?
- Zajęła mi miejsce.
- To znajdź sobie nowe i nie rozwalaj mi lekcji.
Fuknęła tylko na mnie.
- Doigrasz się. - Rzuciła na odchodne.
- Zobaczymy. - Uśmiechnęłam się do niej triumfalnie.
Czas na zajęciach dłużył mi się niemiłosiernie ale w końcu nadszedł upragniony koniec. Zerwałam się z miejsca, złapałam swoje rzeczy i w biegu spakowałam je do torby.
Na zewnątrz wyciągnęłam paczkę z papierosami, wyciągnęłam jednego i schowałam resztę. Kiedy chciałam go odpalić niestety zapalniczka odmówiła mi posłuszeństwa. Rozejrzałam się i dostrzegłam chłopaka który palił. Postanowiłam podejść.
- Hej.
- Cześć. - Odpowiedział uważnie mi się przyglądając.
- Czy mogłabym pożyczyć od Ciebie zapalniczkę? -Zapytałam bez jakiegokolwiek wyrazu.
Noah?

sobota, 17 grudnia 2016

Od Meg do ...

Stało się. Siedzę właśnie w samolocie należącym do mojego ojca. Nienawidziłam tego miejsca tak samo jak i innych rzeczy które należą do moich rodziców. Może i są obrzydliwie bogaci ale za to mają też obrzydliwy charakter.
Obserwowałam co się dzieje za oknem. Tak szczerze mówiąc to cieszyłam się, że będę daleko od nich. Marzyłam o tym co będę robiła już na miejscu do tego stopnia, że usnęłam.
Wstałam, a raczej zostałam obudzona przez matkę. Kobieta w jednym ręku trzymała telefon, a drugą nerwowo gestykulowała. Krzyczała coś, że się zaraz spóźnimy jednak nie odrywała wzroku od ekranu swojej komórki. Spojrzałam na nią lekko zaspana. Ta chwilę później skierowała się do wyjścia, burknęłam tylko coś i ruszyłam za nią.
Na zewnątrz panowała naprawdę ładna pogoda, uśmiechnęłam się sama do siebie i szybko zbiegłam po schodach. Podeszłam do dwóch mężczyzn którzy pakowali moje torby do bagażnika i zaczęłam im pomagać. Widziałam kątem oka wściekłe miny rodziców, sprawiło mi to ogromnie dużo radości. Kiedy już wszystko zostało załadowane weszłam do samochodu i usiadłam przy oknie. Już bez zbędnego przedłużania ruszyliśmy w dalszą drogę. Po kilku minutach auto zatrzymało się, a ja wyskoczyłam jak poparzona na zewnątrz. Poprawiłam swoje ciemne szorty i szarą bokserkę, na moich nogach były zwykłe trampki. Na parkingu przed budynkiem stała kobieta z mężczyzną. Od razu domyśliłam się, że są małżeństwem i muszą być właścicielami. Zauważyli mnie nas zauważyli i podeszli. Szybko wszystko załatwiliśmy przez co byłam jeszcze bardziej szczęśliwa, chodź tego po sobie nie pokazałam. Rodzice jak zawsze byli zapatrzeni w swoje telefony. Na odchodne ojciec tylko rzucił, że za dwie godziny przyjedzie mój samochód i motocykle.
Spojrzałam na właścicielkę, ta dała mi klucze do pokoju i zaproponowała oprowadzenie po obiekcie. Odmówiłam, wolałam zrobić to sama. Oboje się uśmiechnęli, a ja zostałam sama ze sporą ilością bagaży. Westchnęłam, złapałam dwie największe torby i ruszyłam w stronę budynku. Trochę mi zajęło odnalezienie drogi do mojego pokoju ale w końcu się udało. Kiedy już przyniosłam ostatnie rzeczy usiadłam na łózko i westchnęłam rozglądając się po nim. Poczułam wibracje w kieszeni, wyciągnęłam z niej telefon. Na wyświetlaczu pojawiła mi się wiadomość od mojego byłego już chłopaka, błagał mnie abym do niego wróciła. Nie odpisałam, schowałam urządzenie. Postanowiłam wyjść na zewnątrz zapalić.
Kiedy znalazłam się już na podwórku usiadłam na schodach, wyciągnęłam papierosa i odpaliłam go. Paczkę i zapalniczkę położyłam obok. Siedziałam tak chwilę i oglądałam swój tatuaż na jednym udzie




ktoś?

Meg!

Imię: Meg
Nazwisko: Morningstar 
Wiek: 21 lat
Płeć: Dziewczyna
Nr pokoju: 58
Rodzina:
Matka - Lana Morningstar (nie żyje)
Ojciec - Nieznany (nic o nim nie wie)
Ojczym - Mark Morgan (żyje ale nie ma z nim kontaktu)
Charakter: Jaka jest nasza Meg? Hmm... Może na początek zacznijmy od jakiś pozytywnych cech.
Dziewczyna bardzo lubi mieć kontakt z innymi ludźmi. Nie przeszkadza jej bycie w centrum uwagi czy też trzymanie się z boku. Jest pomocną, miłą i otwartą osobą. Jednak każdy ma swoje granice ale o tym później. Każdego traktuje na równi. Brzydzi się osobami które się wywyższają albo robią z siebie ofiary losu. Sama tego nie robi, a więc nie chce aby inni robili tak przy niej. Jeśli ma gorszy dzień to ukrywa to przed innymi, zachowuje się wtedy "normalnie". Nad zaufaniem Meg trzeba się trochę napracować. Jeśli raz się je straci to nigdy się już go nie odzyska. Czarnowłosa jest szczera do bólu, nie zastanawia się nad tym czy może kogoś przez to zranić. Piekielnie inteligentna, sprytna i cwana. Dla niej nie ma sytuacji bez wyjścia. Zdarza się jej wykorzystywać słabszych psychicznie i podatnych na sugestie. Chodź jeśli chodzi o ciężką pracę to nigdy od niej nie ucieka. Mimo swojego swobodnego podejścia do życia potrafi być bardzo poważna. Często staje w obronie innych (oczywiście tych co lubi). Nad życie kocha jazdę konną, motocross, sztuki walki i gry.
Teraz może ta gorsza strona dziewczyny... Meg nienawidzi jak ktoś jej rozkazuje i narzuca swoje zasady. Staje się wtedy chamska i wredna, jak ktoś już przegina może być nawet agresywna. Zawsze robi to co chce i jak chce. Przed postawionym jej wyzwaniem nie cofnie się nigdy, lubi wgrywać i nie ukrywa tego. Zawsze daje z siebie 100%. Bardzo lubi beztroskie życie i imprezy z których często wraca pijana. Często mówi na głos to co myśli. Skutkuje to często kłopotami. Jeśli kogoś nie lubi to nawet nie będzie się starała aby było inaczej. Meg jest pyskata i czasami posypią się z jej ust wulgaryzmy. Sprowokowana do walki nie waha się ani chwili. Bardzo pewna siebie, czasami aż za bardzo. Zaciekle broni swojego zdania.
Aparycja: Meg sama uważam, że jest niska. Ma ona dokładnie 167cm. Jej włosy są czarne chodź czasami farbuje je na brązowo. Oczy dziewczyny są jasnoszare, a cera dość jasna. Sylwetkę ma bardzo wysportowane, spowodowane jest to codziennymi treningami, nie tylko jeździeckimi. Ciało ma ozdobione kilkoma tatuażami. Mimo tego, że nie wygląda jest silniejsza niż niejedna dziewczyna. Nigdy się nie maluje.
Ulubiony koń: Każdy...
Własny koń: -
Poziom jeździectwa: średnio
Partner: Może ma kogoś na oku, a może nie.
Historia: Meg pochodzi z miasteczka z drugiego końca kontynentu. Od kiedy tylko pamięta w jej domy panowała tak zwana patologia. Ojciec zostawił ją i jej matkę same. Kobieta pracowała na dwa etaty aby jakoś powiązać koniec z końcem. Prawie nie było jej w domu, a jak już była to wyżywała się na dziewczynie za utratę męża. Sytuacja zmieniła się kiedy Lana poznała nowego mężczyznę. Znajomość szła jak burza, ledwo co zaczęli być ze sobą i już zamieszkali. Mark na początku był miły i bardzo kulturalny. Długo nie było trzeba czekać aby pokazał swoją ciemną stronę. Okazało się, że mężczyzna należał do gangu i handlował ludźmi. Ze swojej partnerki zrobił prostytutkę, bil ją i niszczył kawałek po kawałku. Meg miało czekać to samo, jednak Lana wysłała córkę do Akademii Magic Horse. Dziewczyna uczyła się tutaj przez spory czas ale niestety musiała wracać do domu po tym jak dostała wiadomość o śmierci matki. Która popełniła samobójstwo. Meg musiała pochować matkę i zarobić na dalszą naukę tutaj. Dlatego została zmuszona do sprzedaży swoich koni.
Teraz kiedy się odbiła od dna wróciła.
Inne:
- Ma kilka tatuaży
- Pali i pije (na równi z niejednym mężczyzną)
- Uwielbia graffiti (sama też robi całkiem niezłe)
- Potrafi całkiem nieźle tańczyć
- Nienawidzi dziewczyn typu "księżniczki", "barbie" itp
- Ma prawo jazdy na samochód i motocykl. Jest dumną posiadaczką: Nissan Navara (link), Suzuki Hayabusa 1300 (link) i Honda (link)
- Bez problemu naprawi większość maszyn.
- Ćwiczy kickboxing, MMA i Muay Thai (jest niesamowita, pokona ją tylko mistrz).
- Bez problemu mogłaby wykładać chemię, fizykę i matematykę. Wie jak stworzyć metamfetaminę (ale ciiii...)
- Uwielbia czytać i śpiewać.
- Kocha grać w przeróżne gry (na konsoli, laptopie, karciane czy nawet zespołowe).
- Często słucha muzyki.
- Cholernie ambitna.
- Jeśli ktoś jest chamski dla niej ona jest jeszcze gorsza.
Kontakt: Mazikeenn